jak wyglada 30-godzinny tydzien pracy?

Podcast Oswajam Online – odcinek 5

W tym odcinku opowiem Ci, jak wygląda mój niespełna 30 godzinny tydzień pracy, jak do tego doszłam i dlaczego planuję skrócić go jeszcze o kilka godzin.

Kliknij w odtwarzacz poniżej, żeby posłuchać trzeciego odcinka podcastu Oswajam Online dla twórców cyfrowych, edukatorów i soloprzedsiębiorców, którzy przedzierają się przez tą internetową dżunglę chcąc zarabiać w sieci na swojej wiedzy i pasji. 

Podcast znajdziesz też popularnych w aplikacjach – m. in. Apple Podcast i Spotify.

Czy żeby sensownie zarabiać i fajnie żyć musisz harować po 10 godzin dziennie, zarywać noce i poświęcać weekendy na pracę?

Znasz opowieść o rybaku i biznesmenie? Przytoczę Ci ją krótko, bo ona stanowi idealne tło do rozkmin o tym, co w życiu jest ważne i jak ma się do tego czas spędzany w pracy. 

Oryginalna historia pochodzi z opowiadania niemieckiego pisarza Heinricha Bölla pt. „Anegdota o obniżeniu produktywności”, ale już dawno weszła w obieg jako powtarzana z ust do ust anegdota.  

Pewien amerykański biznesmen wybrał się na wakacje w tropiki. W jednej z wiosek zobaczył małą łódź rybacką wracającą do portu tuż przed obiadem. Pomyślał, że to trochę dziwne, ponieważ większość rybaków stara się złowić jak najwięcej, dlatego wraca na brzeg dopiero późnym popołudniem, a następnie przygotowuje ryby do sprzedaży. Zaciekawiło go to i podszedł do wracającego rybaka. W jego łodzi było kilka ryb.  

“Ile czasu zajęło panu złowienie ryb?”, zapytał rybaka.

“Niebyt wiele”, odpowiedział z uśmiechem.

“Ma pan jakiś problem z łodzią?”, zapytał biznesmen.

“Ależ skąd”, odpowiedział rybak, “Służy mi wiernie od wielu lat”.

Biznesmen, trochę zbity z tropu, zapytał: „To dlaczego nie łowił pan dłużej? Połów byłby większy”.

Rybak znów się uśmiechnął i powiedział: „Mojej rodzinie w zupełności wystarczy to, co złowiłem. Część z tego zjemy, a resztę sprzedamy albo wymienimy na inne potrzebne towary”.

„Ale nie było jeszcze obiadu. Co pan będzie robił przez resztę dnia?”

„Rano lubię sobie pospać”, wyjaśnił rybak. „Kiedy już wstanę, trochę łowię, ot tak, dla przyjemności. Po południu bawię się z dziećmi i ucinam sobie drzemkę. Potem jemy obiad, a później, gdy dzieci już śpią, idę do wioski spotkać się z przyjaciółmi i pograć na gitarze.”

„Wie pan co, jestem doświadczonym człowiekiem biznesu i mogę panu pomóc.”

Rybak był nieco zaskoczony, ale zdecydował się wysłuchać biznesmena.

„Po pierwsze, powinien pan zacząć łowić więcej ryb”.

„Po co mi więcej ryb?” – zapytał rybak.

„Po to, żeby zarabiał pan więcej pieniędzy.”

„A po co mi więcej pieniędzy?”

„Będzie pan kupić większą łódź i łowić jeszcze więcej ryb. A z zysków mógłby pan kupić więcej łodzi i zatrudniać rybaków. Z czasem dorobi się pan całej floty i każdy, kto będzie szukał pracy, zwróci się do pana”.

“Ale po co?”, zapytał rybak.

„Jak to po co? Wkrótce przeskoczy pan pośrednika, zacznie dostarczać ryby bezpośrednio do fabryki konserw i zarobi więcej pieniędzy. Rozbuduje pan flotę i wkrótce postawi własną fabrykę. A później, zanim się pan obejrzy, będzie pan mógł opuścić tę wioskę, przenieść się do stolicy i stamtąd zarządzać swoim rozrastającym się przedsiębiorstwem.”

„Ale po co?”, zapytał znowu rybak.

„No, później zacznie pan wysyłać ryby do różnych części świata. Do Azji, do Australii i do całej Ameryki Północnej. Gdy popyt na pańskie ryby wzrośnie, będzie pan mógł wyjechać z kraju, przenieść się do Nowego Jorku, otworzyć tam centrum dystrybucji i zacząć eksportować ryby do każdego zakątka globu”.

„A jak długo to wszystko potrwa?”, zapytał rybak.

„Jakieś dwadzieścia pięć, może trzydzieści lat”, wyjaśnił biznesmen.

„No i co wtedy zrobię?”, drążył rybak.

Biznesmenowi zaświeciły się oczy. „Teraz dopiero wszystko się zacznie”, powiedział. „W odpowiednim momencie sprzeda pan swoją firmę i zarobi miliony dolarów.”

„Ale po co?”, chciał znowu wiedzieć rybak.

“Po to, żeby pan mógł przenieść się do małej wioski… spać do późna… łowić ryby dla przyjemności… po południu ucinać sobie drzemkę… pod wieczór jeść z rodziną obiad… a potem chodzić do wioski, żeby grać na gitarze ze swoimi przyjaciółmi…”

 

Skoro przytaczam taką historię, to wiesz już pewnie, że daleko mi do hustlowania i pracy ponad siły. Zawsze na koniec roku określam cel finansowy na kolejny (również ten maksymalny). W tym roku doszło do tego coś jeszcze – zmniejszenie wymiaru czasu pracy. Aktualnie pracuję około 5-6h dziennie, we wtorki często są to tylko 3h. Docelowo dążę do tego, żeby jeden dzień zupełnie uwolnić i zamykać się w 20-25h, a przy tym konsekwentnie zwiększać przychody. 

Dlaczego?

Bo choć autentycznie kocham swoją pracę, jaram się nią na maksa i uwielbiam miejsce w którym teraz zawodowo jestem, to kręcą mnie też inne rzeczy, na realizację których chce mieć czas i środki. Myślę o przyszłości, ale równie ważne jest dla mnie dobre życie tu i teraz. Dla mnie firma jest sposobem na prowadzenie takiego życia, jakie chcę mieć, a nie jakimś osobnym bytem, dla którego wypruwam sobie żyły marząc o gratyfikacji za 10 lat. Nie wiem, gdzie będę za 10 lat. Nie wiem, czy moje ciało nadal będzie na tyle sprawne, żebym mogła realizować swoje pozazawodowe zajawki. Nie chcę czekać z myślą, że wyśpię się po śmierci.

Na początku, gdy wróciłam do pracy na swoim, strasznie wkurzało mnie to, że mam tak mało czasu. Gdy prowadziłam pierwszą firmę, czas nie był żadnym ograniczeniem, bo nie miałam tylu zobowiązań (głównie w postaci dwojga małych ludzi), które by mnie ograniczały. Dysponowałam swoim czasem tak jak chciałam. Na etacie w agencji pracowałam zdalnie przez 80% czasu, ale i tak często rozciągało się to na 10h w ciągu dnia i nieustające czuwanie nawet w czasie wolnym. Nie pomagało to, że po pierwsze lubiłam swoją pracę, a po drugie regularnie dostawałam sygnały, że jestem w tym dobra, co skutecznie łechtało moje ego. 

Gdy zaczynałam Oswajam Online, miałam milion pomysłów do zrealizowania i zwyczajnie sama na siebie się złościłam, że nie nadążam z ich realizacją w takich czasie, jaki mam do dyspozycji (około 6h dziennie). Nie mogłam już tyle prokrastynować albo rozwlekać zadania na cały dzień, bo nie było opcji dopracowania popołudniu czy w weekend z dziećmi na pokładzie. Na początku pracowałam wtedy głównie z klientami 1:1 usługowo i doradczo, i to właśnie ten element wprowadzał najwięcej chaosu. Jeśli świadczysz usługi, to dobrze wiesz, co mam na myśli. Zawsze klientowi coś przypomni się w ostatniej chwili albo będzie obsuwa z dostarczeniem materiałów. Albo cisza, a później panika, że to musi być na wczoraj.

Po kilku miesiącach doszłam do wniosku, że nie może tak być, że ja się wiecznie irytuję, że czegoś nie kończę, czy odkładam swoje rzeczy na później i zamiast panować nad swoją rzeczywistością i czasem, to ograniczam się do reagowania na to, co się dzieje.

Przeanalizowałam sytuację i zmieniłam ofertę 1:1 – praktycznie zupełnie wyszłam ze świadczenia usług. Obsługiwałam wykonawczo jeszcze tylko kilku stałych klientów, nie przyjmowałam nowych zleceń, zostawiłam wyłącznie współpracę konsultacyjną. Ponieważ uzyskałam dotacje na otwarcie działalności i w pierwszym roku miałam tzw. wsparcie pomostowe mogłam sobie pozwolić na taki krok bez obaw, czy będę miała na ZUS i inne opłaty. A i tak nie była to łatwa decyzja, bo odmawianie komuś, kto koniecznie chce pracować właśnie ze mną, nie jest łatwe, ale patrząc z perspektywy czasu, to było najlepsze, co mogłam wtedy zrobić. I dzięki temu, że zdecydowałam się na ten krok, to gdy już skończyła mi się kasa z dotacji, moja sytuacja finansowa była stabilna, a firma działała już w nowym modelu biznesowym opartym głównie na sprzedaży własnych produktów i szkoleń oraz doradztwo. 

I tak naprawdę teraz szalenie doceniam to, że nie muszę pracować 40h. Przecież to mi przyświecało gdy zakładałam firmę – nie chciałam wracać do agencji na etat, bo to oznaczałoby, że dzieci po 10 h dziennie są w placówkach, a ja poza pracą i czasem rodzinnym miałabym spory logistyczny problem, żeby wyrwać się na samotne bieganie czy skoczyć na paznokcie i ploteczki. 

Teraz pracuję od godziny 10:00 do 15:00 tak pełnych obrotach, przed i po mam po pół godziny buforu czasowego, na rozgrzewkę, wejście w pracę i ogarnięcie tzw. bieżączki. Wieczorami albo w weekendy zdarza mi się pracować sporadycznie. Głównie gdy tydzień z jakiegoś powodu się wykrzaczył – np. dzieciaki były chore i zostały w domu albo jestem przededniu jakiejś intensywnej kampanii i wtedy faktycznie te kilka dni czasem jest więcej pracy, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik. 

Bardzo pomogło mi też poukładanie tygodnia na sztywno.

Wcześniej kalendarz konsultacji miałam otwarty cały tydzień, klienci mogli się umówić właściwie na każdy dzień. Na początku tego roku to się zmieniło i podzieliłam sobie tydzień na określone zadania. 

Poniedziałki i środy przeznaczone są na mastermindy, które prowadzę dla soloprzedsiębiorców oraz właśnie na konsultacje i spotkania. Pomiędzy tym jest regularna praca. 

Wtorki to dzień przeznaczony dla Strefy Twórców Online – wtedy organizuję spotkania na żywo dla strefowiczów. Również webinary i lajwy najczęściej robię właśnie we wtorki. 

Czwartek to dzień na pracę kreatywną i koncepcyjną, w piątek kończę zadania kreatywne z czwartku i to jest też taki dzień gospodarczy, na pracę nad firmą, a nie w niej. Wszelkie podsumowania, zestawienia, plany strategiczne itd robię właśnie w piątki. Wtedy też biorę udział w spotkaniach mojej grupy mastermindowej.

Ani w czwartki ani w piątki nie umawiam nigdy żadnych spotkań, dzięki temu wiem, że mam do dyspozycji pełny dzień pracy i mogę nim dysponować bez oglądania się na boki. Docelowo chciałabym, żeby te piątki były całkiem wolne od bieżących zadań. 

Chciałbym na koniec przyszłego roku spojrzeć wstecz i poklepać się po ramieniu za ogarnianie firmy w pół etatu. 

I teraz może się zastanawiasz - no dobra, wszystko fajnie, ale skąd do cholery kasa?

Dobre pytanie! Oczywiście zoptymalizowanie czasu pracy to ważny punkt, ale to nie jest tak, że nagle w 5 godzin można zrobić wszystko to, co robiło się wcześniej w 10, tylko dlatego, że chcę pracować mniej. 

Po pierwsze pozwala na to mój model biznesowy, który jest oparty głównie na sprzedaży produktów cyfrowych i to w różnych trybach. O modelach sprzedażowych mówiłam więcej w poprzednim odcinku podcastu.

Gdy świadomie zaczęłam tak układać firmę, żeby móc stopniowo zmniejszać ilość czasu okazało się, że to naprawdę możliwe. Poza kampaniami moje dwa główne źródła przychodu to subskrypcja, czyli Strefa Twórców Online oraz automatyzacja sprzedaży. Te dwa elementy gwarantują mi stabilność finansową między kampaniami.

W okresie od stycznia do maja tego roku do mojego sklepu wpadły 754 zamówienia, z czego aż 431 pochodziło z automatyzacji!

To więcej niż połowa. To zamówienia, które wpadały właściwie bez mojej ingerencji. Po tym jak skonfigurowałam reklamy i sekwencje mailowe reszta działa się już w tle. To mi niesamowicie otworzyło oczy i wiem, że to jest kierunek w którym będę się dalej rozwijać, bo widzę namacalne efekty. 

Realnie pracuję mniej i zarabiam więcej. To nie jest pusty slogan, to rzeczywistość.

I po testowaniu różnych modeli sprzedażowych i wariantów lejków automatycznych wiem, co działa i przynosi efekty. 

A w dodatku potrafię Ci to w prosty sposób przekazać i wytłumaczyć, tak żeby i w Twojej skrzynce każdego dnia gościły maile z informacją o nowym zamówieniu! 

Skorzystaj z mojego odświeżonego kursu „Sprzedawaj wiedzę na autopilocie 2.0”, w którym pokazuję krok po kroku w jaki sposób stworzyć z reklam, komunikacji zamkniętej w sekwencjach mailowych oraz Twoich dotychczasowych treści sprawnie działający mechanizm generujący zamówienia lub zapytania ofertowe!

Dostajesz gotowe rozwiązanie do wdrożenia od ręki.

Kompletny proces, do którego podstawiasz swoje treści – sama esencja, bez zbędnego lania wody.

Konkretna instrukcja jak ustawić reklamy potrzebne na poszczególnych etapach i jak to połączyć z automatyzacją newslettera.

Owszem na uruchomienie tego systemu musisz poświęcić trochę czasu, ale gdy wprawisz machinę w ruch, przez kolejne tygodnie nie musisz robić nic poza odbieraniem maili z informacją o nowym zamówieniu w Twoim sklepie!

W dłuższej perspektywie zyskasz więcej czasu na kreowanie nowych ofert, które później z łatwością zautomatyzujesz wg schematu ze szkolenia i zdejmiesz z siebie presję ciągłej obecności w social mediach.

Dobrze dopasowany model biznesowy to podstawa, jeśli chcesz zredukować swój czas pracy, bez uszczerbku na przychodach. Ale to nie jedyna kwestia! 

Wspominałam Ci już o optymalizacji czasu pracy. Podczas sumiennie przepracowanych w skupieniu 5 godzin poświęconych na realizowanie ważnych zadań możesz zrobić więcej niż podczas 8 dupogodzin, gdy co chwilę woła Cię jakieś powiadomienie lub coś innego wybija Cię z rytmu. Ale na dłuższą metę bez wsparcia wykonawczego nie będziesz w stanie ograniczać czasu pracy. 

Tu nie ma innej opcji – albo płacisz swoim czasem i robisz wszystko samodzielnie, albo pieniędzmi i zlecasz. Ja wybieram tę drugą opcję i od pierwszego dnia pracuję ze wsparciem wirtualnej asystentki oraz kilku innych podwykonawców, którzy wspierają mnie projektowo.

Dzięki temu, że mamy spisane procedury na większość zadań praca idzie w miarę gładko i każdy wie co ma robić, bez zbędnych długich spotkań i przerzucania się dziesiątkami wiadomości w ciągu dnia. 

Mam też na co najmniej pół roku do przodu zaplanowane wszystkie kampanie, więc wiem co kiedy się dzieje, kiedy rusza nabór do programu mentoringowego, a kiedy do masterminda, kiedy prekampania Strefy Twórców Online, a kiedy kursu. To, razem z procedurami i wsparciem wykonawczym, pozwala mi na sprawne działanie.

A jeśli po tym odcinku Twoje serduszko zapikało mocniej do tematu automatyzacji sprzedaży ebooków, kursów czy innych produktów cyfrowych, to sprawdź zaktualizowaną wersję kursu „Sprzedawaj wiedzę na autopilocie 2.0”, w którym krok po kroku pokażę Ci jak wdrożyć sprzedaż na automacie w Twoim biznesie. 

Kurs poza materiałami strategicznymi zawiera też szczegółowe instrukcje z panelu reklam, także jeśli jesteś w tej grupie, która uważa, że autora panelu reklam Facebooka trzeba oblać smołą i wytarzać w pierzu za stworzenie czegoś tak nieintuicyjnego, to te tutoriale pomogą Ci nieco odczarować menedżera reklam i przekonasz się, że jak ktoś CI pokaże gdzie kliknąć i wytłumaczy dlaczego akurat tutaj, to to wszystko ma ręce i nogi i układa się w logiczną całość. A efektem będą codzienne powiadomienia w Twojej skrzynce o nowym zamówieniu. 

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *