Podcast Oswajam Online – odcinek 58
To pierwszy odcinek w 2026 roku zatem na wstępie chciałabym Ci życzyć, żeby był to dla Ciebie rok odważnego sięgania po swoje i dostawania tego czego potrzebujesz.
Równo dwa lata temu, na początku stycznia roku nagrałam odcinek podcastu o tym, co zrobiłabym startując od zera z biznesem online w 2024 roku. Dzisiejszy odcinek stanowi w pewnym sensie kontynuację, bo tym razem pochylę się nad tym jak podeszłabym do wprowadzania zmian w istniejącym i działającym biznesie, tak żeby zagwarantować sobie bezpieczeństwo finansowe, które jest niezależne od czasu przepracowanego dla klientów.
Podcast znajdziesz też w popularnych aplikacjach – m. in. Apple Podcast, Spotify i YouTube
Zanim przejdę do sedna małe zastrzeżenie – to o czym będę mówić to moje podejście. Jeśli chcesz budować imperium i skalować przez rozrost zespołu hołdując zasadzie więcej znaczy lepiej – ten odcinek z Tobą nie zarezonuje.
Im jestem starsza tym bardziej utwierdzam się, że to właśnie mniej znaczy lepiej. I owszem, chcę skalować, ale przez optymalizację tego co już działa. I przez wywalanie tego co nie daje ani kasy ani funu. Bez naginania moich wartości po to, żeby wystawić większą fakturę.
Bo prawda jest taka, a rzadko się o tym mówi: nie zawsze działamy na tej samej energii. Nie zawsze mamy tyle samo mocy.
Czasem przychodzi gorszy miesiąc. Wypalenie. Życiowe zawirowania. Choroba. Po prostu spadek formy.
I wtedy co? Przychody lecą na łeb na szyję, bo Ty jesteś tym silnikiem, który napędza cały biznes?
Dlatego warto projektować biznes, w którym niezbędne minimum jest zawsze zabezpieczone. Nawet jeśli akurat brakuje Ci siły na cokolwiek więcej.
To nie jest lenistwo. To mądrość i odpowiedzialność wobec siebie.
Więc jeśli też chcesz mieć firmę, która daje hajs i przestrzeń na życie życiem o jakim marzysz to śmiało możesz zgłośnić.
Ten odcinek nagrywam głównie z myślą o osobach, które są ekspertami w swoich dziedzinach i zarabiają na tym przyzwoite pieniądze. Ale w ostatnim czasie zują, że coś się wypala, że praca 1:1 lub usługi zbyt mocno ich eksploatują i coraz mniej dają, a coraz więcej zabierają. Wiele z tych osób podejmowało próby zmiany, tworzyło kursy czy programy z obszaru swojej specjalizacji, robiło fajne wyniki finansowe w kampaniach, ale to były jednorazowe strzały. Ostry zapierdziel przy kampanii z jednoczesną obsługą klientów sprawiał, że po wszystkim brakowało siły na cokolwiek. Więc wracały do tego co znane – pełnego kalendarza i pracy dla klientów na pełen etat. Spotkania, faktury za godziny, brak gwarancji tego co będzie za miesiąc i czy do wakacji zarobią na tyle, żeby jechać na dłuższy urlop.
W tym odcinku postaram się odpowiedzieć na pytanie jak to zmienić, a raczej co ja bym zrobiła, żeby to zmienić. Bez utraty przychodów, bez porzucania pracy z ludźmi, którą kochasz.
KROK 1 – wizja
Większość osób zaczyna od rozkminy – jakie produkty? jaki lejek? Co w najbliższej kampanii – webinar czy może wyzwanie? A ja mówię stop. To za wcześnie. Na tym etapie to błąd.
I to błąd grubego kalibru, bo sprawia, że wszystkie następne działania podejmowanie są na podstawie błędnych założeń. A właściwie braku założeń.
Więc od czego zacząć? Od zanurkowania w wizję swojego życia. Tak, życia, a nie tylko biznesu. Tu nie chodzi o strategie rozwoju firmy na lata 2026-2029. Chodzi o obranie się z warstw cudzych oczekiwań i dopuszczenie do głosu tego co siedzi głęboko w Tobie.
Nie musisz do tego wyklejać mapy marzeń czy innego vison boardu przy świecach zapachowych i odgłosach lasu w słuchawkach, chociaż jeśli to wprowadza Cię w odpowiedni stan to śmiało. Ale okoliczności nie są tak ważne jak pytania, które warto sobie zadać.
Co jest dla Ciebie naprawdę ważne? Jakimi wartościami chcesz się kierować w życiu? Co jest nieprzekraczalną granicą?
Gdzie mieszkasz i z kim? Jak spędzasz czas? Ile tego czasu chcesz poświęcać na różne obszary jak rodzina, relacje, praca, hobby, sport, rozwój itd.? Kto Ci pomaga i w czym? Może pani od sprzątania, może niania, a może nowy grafik obowiązków domowych przestrzegany przez całą rodzinę albo odkurzacz samojezdny? Jak wygląda Twój dzień? Ale taki, wiesz, wymarzony. Kiedy, jak i gdzie się budzisz. Jak się czujesz i co robisz? Jak kończysz dzień? Gdzie spędzasz urlop i ile on trwa? Jak wygląda rok? Jest jakaś sezonowość w Twoich działaniach? Co już osiągnęłaś? Z czego jesteś dumna?
Ta wizja nie musi obejmować 15 lat. Pomyśl o tym, gdzie chcesz być za rok, dwa, trzy. Wizja ma oderwać Cię od dzisiejszych trudności, ma być ambitnym marzeniem. Więc pozbądź się blokujących przekonań i ograniczeń podszeptywanych przez umysł, olej to co wydaje Ci się, że powinnaś albo to co inni wskazują jako konieczne. To ma być Twoje, bo nikt za Ciebie życia nie przeżyje.
Gdy znajdziesz odpowiedzi na te pytania i wypowiesz je głośno pora przyjrzeć się obszarowi biznesowemu, bo w końcu o tym miał być ten odcinek. Gdzie w wizji Twojego wymarzonego życia jest praca? Pomyśl, jak powinien wyglądać Twój idealny dzień pracy. Jak i czym się zaczyna i kończy? Gdzie pracujesz? Z drewnianej chaty na Bali? A może z bieżni pod biurkiem we własnym domu albo w biurze, które po latach zdecydowałaś się podnająć w okolicy? Ile czasu na to poświęcasz? Na czym się skupiasz, a czego nie chcesz robić? Co zlecasz, a co koniecznie chcesz robić osobiście, bo daje Ci to ogrom satysfakcji? Co ma dawać Ci prowadzenie firmy i praca? Jeśli pieniądze to ile. Jeśli coś więcej to co konkretnie?
I ponownie to ma być o Tobie. Nie myśl o tym co robi pani X Instagrama, której się tak dobrze wiedzie i jak nie cierpisz publikowania rolek czy codziennej obecności w social mediach to umieszczaj w swojej wizji tego, że rozkręcone konto będzie siłą napędową Twojego biznesu. To jest o tym czego chcesz, a nie o tym co się powinno.
Kluczowe, żeby nie zostawiać tego w głowie, bo pamięć ludzka jest bardzo ulotna i często płata figle. Więc wykorzystaj tę aurę nowego roku i motywacji do działania i spisz swoją wizję życia i pracy. Pisz w czasie teraźniejszym jakby to już się stało! Możesz to napisać w formie listu do siebie – Twoje przyszłe ja pisze do tego dzisiejszego i opowiada o tym jak wygląda jego życie i praca.
Dlaczego ja tyle mówię o tej wizji? Bo to jest piekielnie ważne. Zobacz na konkretnych przykładach:
Jeśli chcę mieć wolne piątki to nie ma innej opcji niż przestając umawiać spotkania na ten dzień „bo klientom zależy”.
Jeśli lipiec i sierpień mają być wolne od spotkań to moja oferta na ten czas nie może wymagać mojej obecności live.
Jeśli wartością nadrzędną jest czas z rodziną – nie buduję modelu, który wymaga dostępności 24/7 i odpowiadania na wiadomości o 22.
Jeśli wiem, że mam okresy niższej energii – np. jesień i zima to u mnie słabsze energetycznie miesiące – to muszę mieć przychody, które nie wymagają ode mnie działania na 100% przez cały czas.
Ale żeby podjąć te decyzje i asertywnie wyznaczać granice musisz najpierw je wyznaczyć. Właśnie dlatego pierwszym krokiem do skalowania jest wizja.
Bo to właśnie wizja, potrzeby, wartości, dążenia determinują wybór taktyk i narzędzi. Nie odwrotnie.
Ktoś może mieć subskrypcję i świetnie funkcjonować, co z tego skoro Ty byś oszalała z tą miesięczną presją dostarczania wartości.
Ktoś może kocha wideo, nagrywa rolki codziennie i to mu robi świetne wyniki, co z tego, skoro Ty wolisz pisać, 2000 znaków w poście na Ig to tak 4 razy za mało, a na widok kamery mach ochotę założyć papierową torbę na głowę.
Dlatego najpierw określiłabym kim jestem i dokąd zmierzam, a co dalej?
Krok 2 – audyt
Kolejnym krokiem byłby audyt dotychczasowych działań i brutalna ocena. Tutaj już przechodzimy do analizy twardych danych, żeby ustalić co z rzeczy, które robiłam do tej pory przybliża mnie do mojej świeżo spisanej wizji życia, a co ją sabotuje. Bo jeśli prowadzisz firmę od kilku lat to nie chodzi o to, żeby teraz nagle zaorać wszystko jednym ruchem i zacząć od zera, a o to, żeby w pierwszej kolejności przyjrzeć się tym zasobom, które masz i zastanowić się jak je najlepiej wykorzystać. Dopiero po tym kroku przyjdzie czas na dokładanie nowych elementów.
I ja wiem, że to nie jest takie sexy i nie daje takiego driva jak wskakiwanie w nowe pomysły i projekty, ale uwierz mi, że raz zrobiony porządek z tym obszarze będzie procentował. Gdy poukładasz to co masz, wypracujesz własne procedury i wdrożysz nawyk regularnego analizowania danych, którymi dysponujesz zobaczysz czarno na białym, które działania przekładają się na zyski.
Inaczej będziesz skalować nie przychody, a chaos.
Zatem po kolei – najpierw kondycja finansowa firmy, ze szczególnym uwzględnieniem minionego roku. Zakładając, że nie robiłam tego na bieżąco zaczęłabym od wskoczenia w panel sklepu i ewentualnie programu do fakturowania, jeśli masz w swojej ofercie pozycje, które nie przechodzą przez sklep, bo np. wystawiasz na nie faktury ręcznie.
Spisałabym sobie w tabeli każdy produkt i usługę i przy każdym wpisała zbiorczo liczbę sztuk sprzedaną w danym roku oraz kwotę przychodów, którą w ciągu roku wygenerował każdy z elementów oferty. Zrobiłabym też podsumowanie każdej kampanii, naboru czy większej promocji, żeby realnie móc ocenić stosunek kosztów do zysków.
Może się okazać, że np. sprzedanie 4 miejsc w produkcie premium nie generuje właściwie żadnych kosztów, bo nie robiłam kampanii, nie inwestowałam ani czasu ani kasy w reklamy, bo te 4 gotowe osoby krążyły wokół mnie i po prostu wystarczyły 2 maile, żeby się zdecydowały na moje konto wpłynęło 12 tysięcy. A z kolei mniejszy produkt, który sprzedawałam w kampanii, co prawda wygenerował 20 tysięcy i sprzedało się kilkaset sztuk, ale kosztowało mnie to 6 czy 8 tysięcy za reklamy, usługi wirtualnej asystentki, narzędzia do webinaru itd., nie wspominając o samym czasie, który pochłania przygotowanie kampanii sprzedażowej.
Czyli ten sam efekt finansowy w postaci 12 tys. przychodu raz osiągnęłam dwoma mailami, a kolejny raz 3 tygodniami intensywnej kampanii i inwestycją w reklamy. Przyznasz, że to daje do myślenia, a mając kompas w postaci wizji łatwiej jest podjąć pewne decyzje.
Podczas takiego audytu zadałabym sobie kilka pytań i odpowiadała na nie bazując na danych, które mam w systemach:
Które produkty kurzą się niewykorzystane? Stworzyłam je kiedyś z entuzjazmem, a teraz nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz ktoś kupił.
Co robię z przyzwyczajenia, a nie z realnej potrzeby? „Zawsze robiłam challenge na początku roku” – ok, ale czy to nadal działa? Czy warto to powtarzać, bo są efekty?
Które działania pochłaniają czas nieproporcjonalnie do rezultatów? Może siedzę 3 godziny nad jednym reelsem, który zbierze 200 wyświetleń, a mogłam w tym czasie napisać sekwencję sprzedażową do ludzi, których już mam w newsletterze?
Krótko mówiąc – co daje hajs? Co daje fun? Idealnie – jedno i drugie. Ale jeśli coś nie daje ani jednego, ani drugiego to czas to pożegnać i zrobić miejsce na nowe.
Im dalej w las tym więcej drzew. Im dłużej prowadzisz firmę tym więcej masz elementów, którymi trzeba zarządzać. A kurczowe trzymanie się wszystkiego to najszybsza droga do przeciążenia. I do tego, że masz 8 produktów, a i tak żyjesz z konsultacji, bo brakuje Ci czasu na dopieszczenie procesu sprzedaży każdego z nich.
Na etapie audytu warto też spisać sobie wszystkie elementy, które już masz gotowe i możesz je wykorzystać, a tego nie robisz. Bonusy do różnych produktów, lead magnety, PDFy dla kursantów itd. Później łatwiej Ci będzie tym zarządzać.
W audycie popatrzyłabym też: co muszę robić osobiście, a w czym może odciążyć mnie ktoś inny? Ile czas poświęcam na różne obszary związane z prowadzeniem firmy?
Może to już czas na wirtualną asystentkę, która przejmie wykonawcze kwestie, a Ty nagle odzyskasz 10 czy 20h w skali miesiąca, które możesz przeznaczyć na bardziej dochodowe działania i między innymi zyskać środki na wynagrodzenie podwykonawcy.
W dzisiejszych czasach delegowanie to nie tylko ludzie, ale też AI. Daleka jestem od oddawania AI tworzenia treści, bo to akurat jest core mojego biznesu i chcę, żeby on mówił moim głosem, a nie głosem chata GPT, ale w kwestii przyspieszania różnych procesów AI to złoto. Poza klasycznymi kwestiami obróbki treści, czyli np. sprawdzania poprawności językowej czy tworzenia na podstawie skryptu podcastu czy webinaru krótkich form do sieci, mam tu na myśli też ciut bardziej zaawansowane procesy wykorzystujące agentów AI. W uproszeniu agenci to są takie połączenia między różnymi narzędziami. Np. ktoś wypełnia formularz zgłoszeniowy do jakiegoś programu w Google Docs, a agent wysyła mi automatycznie maila z podsumowaniem danych z formularza, a do osoby która go wypełniła przychodzi mail z linkiem do kalendarza w Zencal z prośbą o zarezerwowanie terminu rozmowy. W tym samym czasie w Mailer Lite ta osoba trafia automatycznie do odpowiedniej grupy np. „wypełnili formularz”.
Tutaj ile biznesów, tyle różnych procesów do zautomatyzowania. Pewne jest jedno w 2026 roku bez mądrego korzystania z AI solobiznesom będzie bardzo ciężko nadążyć.
Postawmy sprawę jasno – delegowanie i automatyzacja to nie jest lenistwo. To mądre zarządzanie własną energią. Żeby biznes działał nawet wtedy, gdy ja masz gorszy dzień, tydzień, miesiąc. Ale to trzeba zaprojektować i wdrożyć zanim taki gorszy czas nadejdzie.
Gdy już mam konkretną wizję, do której dążę oraz oceniłam na chłodno, gdzie jestem teraz przychodzi pora na zaprojektowanie zmian na poziomie modelu biznesowego i struktury ofert.
KROK 3 – struktura ofert
I tutaj znowu – im prościej tym lepiej.
To już nie jest 2023 gdzie im więcej kursów czy programów w ofercie tym lepiej. Wygrywa prostota. Nie potrzebujesz 5 poziomów cenowych i po 5 produktów na każdym z nich.
Dlaczego? Z dwóch powodów – to trudne dla autora, żeby tym odpowiednio zarządzić. Jesteś solobinzesem, małą zwinną firmą, a nie korporacją, która ma kilkuosobowe działy do zarządzania poszczególnymi projektami. Co z tego, że masz w ofercie 5 kursów, skoro nie jesteś w stanie dla każdego z nich robić regularnie kampanii czy wdrożyć i zoptymalizować automatycznego lejka.
Po drugie to rozmywa komunikację i potencjalny klient nie do końca nadąża za ofertami. Dopada go paraliż decyzyjny, bo nie wie co wybrać, więc nie wybiera nic. Albo konkurencję.
Z audytu wiesz już które oferty przynosiły najwięcej kasy do firmy wymagając przy tym najmniejszego nakładu czasu i pieniędzy. To jest Twój punkt wyjścia – zamiast reanimować trupy zastanów się jak jeszcze mocniej podkręcić ich wyniki.
Dla każdej oferty, która ma dla mnie pracować w 2026 określiłabym:
- pojemność – czyli ile osób w jej ramach jestem w stanie realnie obsłużyć? Ile mojego czasu to wymaga?
- model sprzedaży – kampania raz na kwartał i zamknięte okna sprzedażowe czy może jednak evergreen i sprzedaż w automatyzacji?
- dochodowość – ile przychodu w ujęciu miesięcznym lub kwartalnym ma generować każda z ofert
- moja rola – czego wymaga ode mnie każda z tych ofert? Przygotowania materiałów? Obecności na żywo? Kontaktu z klientami?
I tu dochodzimy do sedna budowanie struktury ofert, która zapewnia bezpieczeństwo finansowe, nawet gdy ja mam gorszy czas – przynajmniej jedna z ofert powinna stanowić powtarzalne źródło dochodu. Czyli sprzedaje raz, ale przez kolejne miesiące notuje wpływy. Tutaj nie ma jednego rozwiązania – to może być klasyczna subskrypcja miesięczna, jak u mnie Strefa Twórców Online. Może być to program premium, który trwa 3 czy 6 miesięcy, ale uczestnicy płacą miesięczne raty. Mogą być to pakiety, zwłaszcza dla klientów usługowych.
Jeśli robisz strony internetowe – nie sprzedajesz tylko strony. Dosprzedajesz roczny abonament na opiekę techniczną, aktualizacje, wsparcie.
Jedna sprzedaż strony za kilka tysięcy → plus abonament na 100 czy 200 zł miesięcznie przez rok to kolejne 2 tysiące, bez konieczności szukania klientów. I przewidywalność.
Jeśli jesteś dietetyczką – do opcji ułożenia diety (usługa jednorazowa za 500 złotych) dorzucasz 4, 8 lub 12 tygodni wsparcia wiadomościami i głosówkami na WhatsApp albo Telegram.
Nie musisz spotykać się w czasie rzeczywistym, ale klient ma do Ciebie asynchroniczny dostęp jeśli potrzebuje więcej wsparcia, a Ty masz powtarzalny przychód przez kolejne miesiące.
Podobnie jeśli prowadzisz konsultacje z zakresu biznesu – nie sprzedajesz jednego spotkania za 1000 złotych. Sprzedajesz pakiet 3 miesięcy wsparcia – jedno spotkanie w miesiącu plus dostęp do Ciebie na Telegramie czy innym komunikatorze przez cały ten czas.
I to właśnie buduje odporność biznesu.
Gdy masz warstwę powtarzalnych przychodów – subskrypcję, raty, abonamenty – to nawet jeśli w danym miesiącu nie sprzedasz nowego programu, nie weźmiesz nowego klienta usługowego, masz bazę. Fundament.
A na tym fundamencie możesz budować kolejne elementy.
To jest właśnie skalowanie przez optymalizację.
Nie mnożysz produktów. Optymalizujesz te, które masz.
Nie budujesz 10 lejków. Budujesz 2-3, ale działające.
Nie gonisz za każdym trendem. Budujesz system, który pracuje na Ciebie.
O tym jak może wyglądać taka przykładowa struktura ofert w trzech różnych wariantach dopasowanych do 3 różnych wizji, opowiem więcej na webinarze 13.01, więc jeśli słuchasz tego odcinka przed 22.01, to wskakuj na oswajamonline.pl/webinar i zapisz się na spotkanie na żywo albo odbierz nagranie za 0 zł.
A teraz pora na ostatni krok, czyli to od czego większość zaczyna:
KROK 4 – wdrożenie ścieżek klienta
Dopiero teraz – gdy mam wizję, gdy wiem co zostawiam, a co zabieram, gdy mam prostą strukturę ofert – projektuję konkretne ścieżki i lejki. Czyli dokładnie opisuję wszystkie kroki, przez które przejdzie potencjalny klient – od pierwszego punktu styku, po pierwszy zakup i kolejne. Bo pamiętaj, że pierwszy zakup w mądrym systemie to dopiero początek, a lojalność i seryjni klienci są kluczowym elementem stabilizacji.
To pora na rozpisanie dokładnych etapów automatyzacji sprzedażowych oraz planów na tegoroczne kampanie.
Zaczęłabym od produktów, lead magnetów i treści, które już mam. Tak, żeby raz stworzona rzecz pracowała cały czas. Kiedyś na webinarze dawałam fajnego PDFa w prezencie za obecność na żywo? Może teraz sprawdzi się jako prezent za zapis do bazy i poprowadzi do zakupu, produktu który sprzedawałam na tamtym webinarze.
Moje webinary mają super wyniki, ale za dużo tych kampanii w ciągu roku? Zatem jeden z nich zamieniam na autowebinar.
Mam sporo materiałów wideo, których teraz nie wykorzystuję? Sprawdzą się świetnie jako oferta jednorazowa po zapisie do newslettera z reklamy.
Podsumowując – dla mnie kluczowa jest tutaj odporność wbudowana w system.
Część przychodów niezależna od mojej codziennej energii – subskrypcja, produkty sprzedawane na automacie, raty z programów.
Część wymaga mojego zaangażowania i angażuję się w pełni – ale to jest limitowane czasowo i ilościowo. Wiem, ile mogę, nie przekraczam granic. No i wyceniam adekwatnie.
Nawet w najgorszym miesiącu – coś wpływa. Podstawa jest zabezpieczona.
W dobrym miesiącu – mogę zarobić znacznie więcej. Ale nie MUSZĘ cisnąć do granic, żeby związać koniec z końcem.
To o czym dziś mówiłam to nie jest teoria z mądrej książki, tylko wnioski płynące z praktyki i doświadczenia. Dokładnie takim procesem prowadzę uczestników programu wdrożeniowego System stabilnej sprzedaży. Przez 12 tygodniu wspólnie, z moim bliskim wsparciem, feedbackiem i kontaktem na żywo, zbudujesz biznes realizujący Twoje potrzeby i przybliżający Cię do życia o jakim marzysz. Najbliższa edycja programu startuje 26.01, a nabór rozpoczyna się 13.01 wraz z webinarem, o którym wspomniałam wcześniej. Wskakuj na oswjamonline.pl/webinar żeby się zapisać, a ja dziękuję Ci za Twój czas i do usłyszenia gdzieś w online.
