Jak korzystam z AI
|

Podcast Oswajam Online – odcinek 53

Pogadajmy o AI! Ale bez kitu w stylu sztuczna inteligencja zrobi za Ciebie wszystko w ciągu kwadransa, tylko tak realistycznie. Opowiem Ci jak ja korzystam z narzędzi opartych o AI, do czego je wykorzystuje w pracy, a gdzie się nie sprawdzają i jak rozwijała się moja droga w tym zakresie.

Podcast znajdziesz też w popularnych aplikacjach – m. in. Apple Podcast, Spotify i YouTube

Kilka dni temu usypiałam moją sześciolatkę, która wieczorem zawsze odpala teleturniej 100 pytań do, bo wiadomo, że jak człowiek ma iść spać to w jego głowie zachodzą najciekawsze procesy. Przed zgaszeniem światła czytaliśmy książkę o zwierzętach, a konkretnie o wielorybach. Młoda przyswoiła, że to ssaki, więc rodzą się, a nie wykluwają i zapytała czy wieloryby mają pipki i siusiaki. Śmiechłam w duchu i odpowiedziałam, że nie wiem jak dokładnie wyglądają narządy rozrodcze waleni, ale możemy to rano sprawdzić w internecie. A ona na to: „Nie możesz po prostu zapytać tej mądrali robota? On na pewno wie”. Mądrala robot to oczywiście chat GPT. 

To niezwykle dobitnie pokazuje, że czy nam się to podoba czy nie to AI wchodzi do gry na pełnej, a nasze dzieci nie będą znały świata bez tych udogodnień. 

W tym odcinku opowiem Ci krótko jak wyglądała moja przygoda z AI. Zaczęło się oczywiście od bezpłatnej wersji chata GPT, prostych poleceń, testowania promptów przygotowanych przez innych. I o ile w kwestiach codziennych był całkiem pomocny, o tyle gdy próbowałam sensownie użyć go w pracy było znacznie gorzej, bo generowane treści były tak kiepskie, że w życiu bym się pod tym nie podpisała. Z resztą do dziś mam mocny radar i bardzo często na pierwszy rzut oka jestem w stanie wyłapać posty czy newslettery wygenerowane przez jakiegoś LLMa. 

Pierwszy raz, tak realnie, AI skróciło mi robotę, gdy na podstawie moich skryptów do lekcji z kursu przygotował zgrabne podsumowania do wklejenia pod wideo na platformę kursową. Mega oszczędność i czasu i pieniędzy, bo dwa lata temu musiałabym to zlecić asystentce, a praca zajęłaby jej pewnie kilka godzin. Kolejnym zadaniem, które sprawiło, że zaczęłam się bardziej przekonywać do korzystania z takich narzędzi była analiza odpowiedzi w ankietach od moich subskrybentów. Miałam Excela, a w nim kilkaset wierszy. Do tej pory analizowałam to ręcznie, podkreślałam kolorami kluczowe frazy, później spisywałam wnioski. Ale to trwało! I trudno było filtrować segmenty odpowiedzi, żeby np. porównać co mówią odbiorcy na różnych etapach rozwoju biznesu. Wrzucenie tej tabeli do GPT to był strzał w 10, świetne insighty wyciągnięte w minutę. Szybko okazało się też, że w takim wsadem pomysły na treści, które generował GPT były znacznie lepsze. Jeszcze nie ich końcowe stworzenie, ale główna myśl bywała bardzo trafna i uruchamiała we mnie pokłady kreatywności. Kolejnym milowym krokiem, była praca nad materiałami kursowymi. I tu ponownie AI nie pisało za mnie skryptów lekcji, ale stanowiło sparing partnera, który pomagał je ulepszyć. Najpierw dopracować konspekt całości, a później każdą kolejną lekcję. Praca wyglądała tak, że ja pisałam treść, wrzucałam do GPT i prosiłam o analizę z perspektywy potencjalnego kursanta oraz speca od danego tematu i wskazanie czy wszystko jest zrozumiałe, czy nie za szybko, czy ciąg przyczynowo-skutkowy jest wyraźnie widoczny. Dzięki temu, że wszystko było w jednym projekcie, GPT znał poprzednie ustalenia i praca w takim trybie szła naprawdę fajnie, a ja miałam poczucie, że materiały faktycznie zyskują. 

Kolejnym krokiem milowym była przygoda z tworzeniem custom GPT, czyli tzw. asystentów. To był moment, w którym zrozumiałam, że mogę mój proces, przez który prowadzę klientów czy w którym sama działam wykonując dane zadanie, załadować do GPT i on będzie to robił dokładnie wg rozpisanych przeze mnie etapów. Najpierw tworzyłam asystentów dla siebie – do dziś korzystam min. z Trenejro, który koordynuje moje treningi w różnych dyscyplinach, żywienie i regenerację czy z Ogrodniczki, z którą przeszłam cały sezon w ogródku. Zaczęłam też eksperymentować z asystentami do pracy, tak powstał min. mózg Strefy, który zna na wylot moją subskrypcję. Zaczęłam tworzyć również asystentów dla moich klientów, pierwszym z nich był Stefan, copywriter od stron sprzedażowych, który w kilka minut potrafi stworzyć naprawdę świetne treści na landing z ofertą. O dwie asystentki wzbogaciłam jeden ze swoich najstarszych produktów – system tworzenia i planowania treści. On pierwotnie składał się ze szkolenia wideo i edytowalnego harmonogramu. Nowa wersja opiera się na tym samym procesie, ale do gry wchodzi AI – pierwsza asystentka układa plan komunikacji, a druga tworzy pełna treść każdego posta z planu. 

Kolejnym krokiem będzie asystent dla użytkowników Strefy Twórców Online – będzie znał wszystkie materiały i zastąpi spis treści i samouczki jak korzystać z platformy. Zamiast wertować wszystkie zasoby albo szukać po kategorii, wystarczy, że użytkownik napisze mu coś w stylu chcę uruchomić newsletter – powiedz jak się za to zabrać, a asystent opisze mu w skrócie konieczne kroki i do każdego z nich wskaże odpowiedni materiał dostępny w bazie wiedzy Strefy. 

Doszłam do momentu, gdy GPT zaczął mnie wkurzać, bo po zmianie modelu jego odpowiedzi zaczęły nagle być słabszej jakości niż poprzednio. To skłoniło mnie do sprawdzenia innych LLMów. Zaczęłam od Claude i kurczę, póki to z tej topowej trójki GPT, Claude, Gemini to zdecydowanie Claude jest moim faworytem. Przez jakies 2 tygodnie prowadziłam testy i równolegle dawałam identyczne prompty do Clauda i GPT, odpowiedzi tego pierwszego odpowiadały mi zdecydowanie bardziej. Na tyle, że zdecydowałam się przeskoczyć na płatną wersję. Ich ton był zdecydowanie bliższy mojemu, mniej generyczny w odczuciu. Czytałam odpowiedź i myślałam: „okej, to jest bliskie temu jak ja mogłabym coś napisać albo powiedzieć”. 

Struktura też była lepsza – bardziej przemyślana, lepiej zorganizowana, z logicznymi przejściami. I co dla mnie mega ważne – Claude zadawał pytania, gdy czegoś nie wiedział, zamiast wymyślać na poczekaniu. 

Claude nie ma odpowiedników custom GPT czy gemów, ale ma projekty, które działają dość podobnie i da się je precyzyjnie ustawić na sposób wykonania konkretnego działania. 

Ale tak naprawdę mózg mi wybuchł dopiero w momencie, gdy odkryłam co może dać mi połączenie Clauda z Notion. Pamiętam jak dzisiaj, że jak to zrobiłam, to spędziłam całe popołudnie i wieczór jarając się tym jak dziecko i opowiadając mężowi jakie właśnie fenomenalne rzeczy robię wpisując dwa zdania w okno chatu. Naprawdę to był totalny game changer, coś co zmieniło mój sposób pracy na poziomie, którego się nie spodziewałam.

Od dawna myślałam o zbudowaniu systemu zarządzania firmą w Notion. Wszystko w jednym miejscu – produkty, kampanie, treści, plany, archiwa, notatki. Nawet kupiłam kurs z tego zakresu, marzyły mi się eleganckie bazy danych z kolorowymi etykietami, wszystko z logiczną strukturą. Dokładnie wiedziałam jak chcę żeby to wyglądało. Taki mój biznesowy mózg na zewnątrz. Coś tam sobie dziubałam – min. przeniosłam bank pomysłow na treści. Ale wiesz, jak to jest – „nie ma czasu”, „kiedyś to zrobię”, „muszę to przemyśleć”, „muszę to wszystko przeklikać”. I lata lecą. Do tej pory takie firmowe centrum zarządzania miałam na dysku google, pogrupowane w foldery. Gdy pracowałam nad jakimś zadaniem to pobierałam z dysku odpowiedni plik – np. z webinarami z poprzedniej kampanii czy mailami i wrzucałam to w okno chatu, prosząc o wykonanie zadania i uwzględnienie załączonej treści. Zwrot dostawałam w postaci odpowiedzi w chacie. Czasem wygenerowanego dokumentu, który i tak musiałam pobrać i dodać na dysk.

Gdy zrozumiałam, że Claude (i właściwie każdy inny LLM) po połączeniu z Notion może nie tylko opierać się na danych które tam ma, bez konieczności szukania ich i wklejania do konwersacji, ale także może tworzyć w Notion zmieniło się wszystko. I stworzenie mojego firmowego centrum dowodzenia w Notion poszło błyskawicznie. Miałam gotowy Excel z opisem każdej z moich ofert, wrzuciłam go do Claude i poprosiłam o utworzenie bazy danych na tej podstawie. Każdy produkt to osobna strona. Narzędzie elegancko przekopiowałao wszytsko, zrobiło strukturę taką jak chciałam, przekopiowało opisy w odpowiednie miejsca. Zrobienie takiej bazy danych zajęłoby mi ręcznie z 45 min do godziny. A tu pyk i gotowe. 

Później uszczegóławiam każdą ze stron produktu. Zaczęłam od Strefy Twórców Online – teraz w Notion mam zebrane treści ze wszystkich kampanii z ostatnich 3 lat i planowanie nowej kampanii z takim zapleczem było znacznie łatwiejsze i szybsze. Po opracowaniu jakiegoś projektu z Claudem dodawałam polecenie – a teraz zbierz mi to w tabelę i umieść na takiej i takiej stronie w Notion. 

Mam jeszcze wiele pomysłów na dopracowanie tego systemu i szlifuję go, gdy uznam, że osiągnął docelowy kształt wpuszczę do niego zespół, żeby zmniejszyć liczbę kroków i nie odsyłać do Google Drive. Daj znać w komentarzu czy takie wykorzystanie narzędzi AI to coś dla Ciebie, jeśli tak to postaram się przygotować materiał na ten temat. Opcja Claude + Notion nie jest jedyna. W podobny sposób można też podłączyć dysk Google – ja nie zdecydowałam się na to, bo tu dajmy dostęp do całości dysku. A mam tam i dane finansowe i poufne dane klientów i masę innych rzeczy, których nie chcę udostępniać, więc wybrałam Notion, bo on daje znacznie więcej możliwości niż przechowywanie dokumentów w folderach. Zarówno do dysku jak i Notion można też podłączyć chata GPT czy Gemini. 

Jak widzisz to jest proces ciągłego uczenia się, testowania, sprawdzania co działa, co nie działa, co pasuje do mojego stylu pracy, a co nie. Biorę udział teraz w programie Google Umiejętności Jutra i właściwie co moduł otwierają mi się nowe klapki jak i gdzie wykorzystać technologię. Naprawdę kręci mnie to na maxa i wiem, że to dopiero początek. 

Ale to nie jest tak, że AI to tylko cud, miód i orzeszki w karmelu. Jest kilka kwestii, które budzą we mnie sprzeciw albo opór na poziomie etycznym. Więc teraz kilka słów o tym do czego nie wykorzystuję AI i dlaczego.

Nie pozwalam AI „pisać za mnie”. To jest mój głos, moja wiedza, moje doświadczenie. AI może pomóc to ustrukturyzować, przyspieszyć proces, ale treść, przekaz, merytoryka – to musi być moje.

Nie używam nieprawdziwych opinii, wygenerowanych historii sukcesu rzekomych klientów. Choćby brzmiały najpiękniej i miały mi sprowadzić zamówienia na miliony monet nie będę ściemniać i robić z gęby cholewy. To jest absolutnie nienegocjowalne.

Nie generuję mojego sztucznego wizerunku do komunikacji.

Widzę, że coraz więcej osób to robi. Generują swoje zdjęcia AI, swoje wideo AI, całą komunikację opierają na wygenerowanej wersji siebie. I dla mnie to jest… cringe. Przepraszam za określenie, ale tak to odbieram.

Rozumiem używanie tego jako żartu. Wiesz, jakaś mama wygenerowała sobie śmieszne zdjęcie jako superbohaterka z 10 rękoma – okej, zabawne, nikt tego nie traktuje poważnie. Wyraźnie wiemy, że to konwencja jak w memach czy filtrach snapchata.

Ale opieranie większości swojej komunikacji na wygenerowanych zdjęciach? Na nieoznaczonych AI video? To jest po prostu słabe. I myślę, że to się zemści.

Bo musimy rozróżnić dwie fundamentalnie różne sytuacje:

Jesteś ekspertem, marką osobistą, kimś kto opiera swój biznes na swojej wiedzy, doświadczeniu, wizerunku? Wtedy musisz być SOBĄ. Autentycznym człowiekiem. Bez ściemy.

Jeśli sprzedajesz produkty fizyczne? Wtedy OK – generuj packshoty ile chcesz. Twoje świeczki w różnych ustawieniach, twoje kosmetyki na różnych tłach, produkty, rzeczy. To ma totalny sens i nikt ci tu nic nie zarzuci, bo z zewnątrz nie ma znaczenia czy to efekt sesji za kilka kafli czy kilku godzin z AI. Dopóki sam produkt jest prawdziwy to spoko.

Ale jeśli sprzedajesz SIEBIE i swoją wiedzę – sprawa wygląda inaczej.

Jest ogromna różnica między:

OK: Zmiana koloru marynarki na istniejącym zdjęciu, żeby lepiej pasował do brandingu strony. Albo podmiana tła na inne czy dodanie jakiegoś rekwizytu. To jest retusz, edycja, normalna rzecz, bo człowiek na froncie wciąż jest prawdziwy.

NIE OK: Generowanie całkowicie nowych ujęć siebie, które w rzeczywistości nigdy nie miały miejsca. Cała sesja biznesowa na podstawie jednego zdjęcia, na której może i wygląda świetnie, ale to nie Ty! Figura ta wymarzona, a nie ta prawdziwa. Twarz jak po hardcorowym retuszu photoshopem sprzed 15 lat. Właśnie – dla mnie to jest podobny poziom co na maxa wyretuszowane zdjęcia – później spotykasz tę osobę i jej zwyczajnie nie poznajesz.

A już totalny red flag to nieoznaczanie takich kreacji jako stworzonych z AI. 

Dlaczego to szkodzi twojemu biznesowi?

Bo to podważa zaufanie. A w biznesie edukacyjnym, w biznesie opartym na wiedzy, w marce osobistej – zaufanie jest wszystkim. Bez tego nie ma sprzedaży.

Ludzie kupują od ciebie, bo cię znają, bo ci ufają, bo widzą twoją autentyczność, bo czują połączenie.

To oczywiście tylko moje granice etyczne, Twoje mogą być w zupełnie innym miejscu. Przejdźmy do jeszcze jednego zagadnienia, które ostatnio mnie wkurza – obietnice w reklamach i postach „W 3 dni z GPT stworzysz i zaczniesz sprzedawać ebooka!”, „Od zera do gotowego kursu i pierwszych zamówień w 7 dni”.

Wiem, że perspektywa jest kusząca, ale to jest zwyczajna bzdura. W 3 dni, nawet z najdroższym planem GPT czy innego LLMa to możesz mieć najwyżej draft treści i pomysł na linię kampanii sprzedażowej. Serio jeśli nie masz marki, nie masz newslettera, nigdy nie ustawiałaś reklam to nie da rady zrobić tego w 3 dni.

AI przyspiesza procesy. Ale tylko wtedy, gdy już WIESZ co robisz. Gdy masz fundamenty.

To jest mnożnik twoich kompetencji. Nie ich zamiennik. To jest mega ważne rozróżnienie.

Złota zasada analizy danych mówi: garbage in, garbage out. Śmieci na wejściu, śmieci na wyjściu. Jeśli wrzucisz do AI bzdury, bo sam nie wiesz o czym mówisz, dostaniesz bzdury. Może ładnie sformatowane, ale wciąż bzdury.

Jeśli nie umiesz zbudować produktu edukacyjnego bez AI, to z AI też nie umiesz.

Już pomijam sam aspekt pomysłu generowania treści produktu, bez przepuszczenia tego przez swoją wiedzę i doświadczenie, a później bez zewnętrznej redakcji. Bo tak, technicznie da się to zrobić, ale efektem będzie generyczny shit, a nie coś co realnie pomoże twoim klientom.

AI świetnie pomaga przy:

Strukturze – ale musisz wiedzieć co chcesz strukturyzować.

Formatowaniu – ale musisz mieć co formatować.

Optymalizacji – ale musisz mieć co optymalizować.

Analizie – ale musisz mieć co analizować i wiedzieć jakie pytania zadać.

Podstawy muszą być TWOJE. Wiedza, doświadczenie, zrozumienie rynku, zrozumienie problemów twoich klientów. A AI to przyspiesza, ułatwia, pomaga uporządkować. Ale biznesu za ciebie nie zbuduje.

Dostęp do technologii nie jest żadną przewagą konkurencyjną. W ogóle.

Pomyśl – każdy ma dostęp do Meta Ads. Każdy ma dostęp do Google Ads. Wystarczy karta kredytowa i konto. A jakoś nie każdy umie z tego korzystać, prawda? Jakoś nie każdy ma z tego wyniki.

Dokładnie tak samo jest z AI.

Za chwilę, a właściwie już teraz, dostęp do AI będzie miał każdy. Darmowe wersje, płatne wersje, narzędzia takie i śmakie. To przestanie być „wow, używam AI” i stanie się tak oczywiste jak używanie przeglądarki 5 lat temu.

Dlatego Twoja przewaga nie leży w tym, czy masz dostęp do Claude, GPT czy Gemini, ale w tym:

  • Czy umiesz zadawać dobre pytania
  • Czy rozumiesz swój biznes na tyle, żeby dać AI sensowny kontekst
  • Czy potrafisz ocenić, czy odpowiedź ma sens, czy to bzdura
  • Czy masz fundamenty – wiedzę, doświadczenie – które AI może wzmocnić
  • Czy umiesz iterować, dopracowywać, nie poprzestając na pierwszym wyniku
  • Czy umiesz myśleć procesami

To jest jak z tymi reklamami. Każdy może je włączyć. Ale nie każdy wie komu je pokazać, co napisać w kreacji, jak zbudować ofertę, jak doprowadzić do sprzedaży.

Technologia jest narzędziem. I tak jak młotek sam nie zbuduje domu, tak AI nie zbuduje biznesu bez przedsiębiorcy, który wie co robi.

Prawdziwa przewaga to myślenie strategiczne

Prawdziwą przewagą jest umiejętność analitycznego myślenia, widzenia procesów i zależności, podejścia strategicznego.

Gdy to masz – AI może wynieść cię na kolejny level. Jeśli nie, to najpierw postaraj się tego nauczyć, a później wskakuj w narzędzia.



Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *