Podcast Oswajam Online – odcinek 54
Jak głosi znane przysłowie – jedyny pewnik to zmiana. I właśnie o zmianie, w kontekście rynku produktów cyfrowych, będzie dzisiejszy odcinek. Pogadamy o tym czy chat GPT zabił kursy i e-booki, jak odnaleźć się z biznesem edukacyjnym w dobie AI i czego możemy spodziewać się w najbliższej przyszłości.
Podcast znajdziesz też w popularnych aplikacjach – m. in. Apple Podcast, Spotify i YouTube
Ostatnio hasła „e-booki nie mają już sensu” czy „kursy online się skończyły” przewija się bardzo często w rozmowach z klientami, którzy frustrują się tym, że ich działania, kiedyś dawały świetne efekty, a dziś mogą o tym pomarzyć. Klasyczne żarło, żarło, aż zdechło.
Postawmy sprawę jasno – nie ma co udawać, że nic się nie zmieniło. Zmieniło się i wciąż się zmienia. Cholernie szybko i intensywnie. Zajmuję się marketingiem i sprzedażą online od kilkunastu lat i zawsze zmiany na tym rynku były dość dynamiczne, ale ostatnie 2 lata to prawdziwy rollercoaster. Z resztą widać to nie tylko na tym poletku – rozwój ludzkości od końcówki XIX wieku do dziś przebija wszystko to co wypracowaliśmy wcześniej. Jest szybciej, jest bardziej, jest więcej.
Ale wróćmy do produktów cyfrowych i branży edukacyjno-rozwojowej. Przeanalizowałam ostatnio kilka potężnych raportów, z których jasno wynika, że inwestujemy w edukację online więcej niż kiedykolwiek, a tendencja wzrostowa się utrzymuje. Rynek ma się dobrze i to jest świetna wiadomość. Ta gorsza, przynajmniej dla niektórych, jest taka, że to co kiedyś działało dziś już nie działa.
80% konsumentów kończy swoje zapytania w Google NIE KLIKAJĄC w żaden wynik. Czyli wpisują pytanie, widzą podpowiedź od Gemini na górze, wiesz tę wygenerowaną w okienku nad wynikami i już mają co chcieli. Nie wchodzą na żadną stronę.
42% ludzi używa chatbotów typu ChatGPT do rekomendacji zakupowych.
I teraz pomyśl – co to oznacza dla twojego bloga? Dla twojego content marketingu? Dla całej strategii pozyskiwania klientów przez SEO?
Ludzie nie przychodzą już na twoją stronę, żeby poczytać o podstawach copywritingu. Bo ChatGPT im to wyjaśni. Nie szukają, jak napisać post na LinkedIn, bo Claude da im gotowy szablon. Kiedyś walczyliśmy o widoczność na pierwszej stronie wyników w wyszukiwarce. Dziś istotne jest to, że ChatGPT podsunie informację o naszym biznesie w odpowiedzi na zapytanie użytkownika.
Do niedawna regularność i intensywność komunikacji w mediach społecznościowych była kluczem do sukcesu. Dziś każdy może wygenerować tonę postów i wrzucać je nawet 3 razy dziennie. Dosłownie zalała nas fala generycznych treści. Nie wiem jak Ty, ale ja poznaję je z odległości kilometra. To spowodowało, że platformy promują to, co angażuje i zatrzymuje uwagę widza na dłużej. Zwykłe zapychacze już nie przejdą. Autentyczność staje się słowem wytrychem w komunikacji. Odchodzimy od wypolerowanego contentu na rzecz surowego – bez insta wnętrz w tle, bez pełnego make upu i konturowania, żeby nagrać 5 sekund stories, bez udawania, że jesteśmy idealni pod każdym względem. Wyraźnie widać, że w zalewie gładkich treści wygenerowanych przez AI szukamy tego co ludzkie, a więc niedoskonałe w pewnym sensie, wymykające się szablonowi.
Wartość zastępuje ilość, szczerość wypiera ściemę, a strategia wygrywa z chaotycznym działaniem. Odbiorcy są bardziej świadomi i mniej naiwni, trudno ich zadowolić byle czym. Technologie (jak AI) oczywiście namieszały, przyspieszyły wiele procesów, ale jednocześnie podniosły poprzeczkę. Skoro każdy może w minutę wygenerować posta czy grafikę, to wyróżni się ten, kto doda do tego ludzką kreatywność, ekspercką wiedzę i unikalny głos. I to akurat jest w moim odczuciu pozytywny trend.
Pojawienie się narzędzi AI w powszechnym użyciu zmieniło też sposób w jaki konsumujemy wiedzę. W latach 2018-2022 szukaliśmy kompleksowej wiedzy od ekspertów. Triumfy święciły kursy kobyły nauczę Cię jak zrobić X od A do Z. 30 lekcji po 40 minut to była normalka. Odbiorcy byli przekonani, że im więcej tym lepiej. Teraz, powiedzmy od 2023 roku klienci szukają wyników. Osiągniesz X w Y dni czy tygodni. Coraz ważniejsza staje się implementacja, czyli podejście „chodź, zrobię to z Tobą” zamiast dotychczasowego „bardzo dokładnie pokażę Ci jak to zrobić, a Ty sobie poradzisz”.
Wiedza jest dostępna na wyciągnięcie ręki. Kluczowa staje się jej selekcja i umiejętność wdrożenia, bo dostęp mają wszyscy. Chat GPT w kilka sekund wygeneruje odpowiedź na nurtujące Cię pytania. I to pociąga za sobą kolejną zmianę – przy zakupie produktów edukacyjnych coraz ważniejsza staje się osoba autora, edukatora. Kupujemy już nie teorię, a czyjś sposób jej wykorzystania. Im bliższy naszym wartościom tym lepiej.
Bo GPT nie spojrzy krytycznie na całość Twojego biznesu, nie rozumie kontekstu w jakim funkcjonujesz, nie spojrzy na Twoje działania okiem odbiorcy, nie wdroży niczego z Tobą ani tym bardziej za Ciebie, bo jest po prostu modelem językowym, który składa słowa na podstawie wskazanych źródeł.
To użyteczne narzędzie, ale wciąż narzędzie w rękach człowieka.
A teraz czas na brutalną szczerość – co AI zabiło na śmierć.
Ostatnio miałam spotkanie w sprawie współpracy z pewną firmą usługową, która chciała wprowadzić do oferty e-booki. Zapytali czy e-booki dziś mają jeszcze sens i odpowiedziałam uczciwie, że w takim formacie o jakim myślą nie mają najmniejszego sensu, bo odpowiedź można wygenerować z GPT, Gemini czy innego LLMa.
Mają sens w trzech przypadkach – jako produkt typu entry level, najczęściej lead magnet. Warunek jest prosty – to nie może być generyczna papka. Musi być wyraźnie wyczuwalny w tym autor, jego styl i podejście. Tak próbka na start, przed przejściem do płatnych ofert.
Sens mają też e-booki w ultra niszach albo poświęcone prawdziwie autentycznej metodyce, której nie wygooglasz w 3 sekundy. Jedna z uczestniczek II edycji Systemu stabilnej sprzedaży jest właścicielką szkoły języka polskiego. Przygotowali e-booka przygotowującego do konkretnego, dość nowego, egzaminu językowego i on ma ogromny sens z prostego powodu – na rynku nie ma ani jednej pozycji tego typu. Nie mają z czego korzystać ani uczniowie, ani lektorzy. Analogiczna pozycja przygotowująca do firsta z angielskiego nie ma natomiast najmniejszego sensu, bo egzamin jest doskonale znany i są tony publikacji na ten temat – GPT bez problemu wygeneruje sensowny plan nauki. Jeśli natomiast masz jakiś autorski system, własne case study na poparcie skuteczności albo własne badania to wciąż możesz opakować je w e-booka.
Trzecia opcja, w której e-booki nadal mają sens, to mocna marka osobista, często wręcz influencerska. Tutaj kupujemy od osoby, którą obserwujemy i w jakiś sposób podziwiamy. Dlatego nadal świetnie się sprzedają e-booki z przepisami od topowych dietetyczek czy przewodniki od ulubionych podróżników.
Druga rzecz, która powoli odchodzi do lamusa to kursy z podstaw. Chat GPT + YouTube są w stanie zupełnie bezpłatnie przeprowadzić kogoś przez fundamenty jakiegoś zagadnienia, typu konfiguracja newslettera. Ale to nie oznacza, że kursy umarły. Bo podobnie jak przy e-bookach – te bardziej zaawansowane i niszowe, przepuszczone przez unikalną perspektywę autora zostają i mają się dobrze. Czyli już nie „Social media dla małej firmy”, a „Jak sprzedawać usługi beauty z segmentu premium przez Instagram – pełnu kalendarz w dwa tygodnie”.
Im węższa nisza, tym lepiej. Tu GPT Ci nie pomoże, bo liczą się niuanse, kontekst, doświadczenie własne autora.
Zmienił się też sposób konstruowania kursów. Mocno trenduje microlearning, bo ludzie nie mają czasu na 40 h materiału i trudno utrzymać im skupienie podczas godzinnego nagrania. Chcą konkretów. Szybko. Na temat. To akurat jest zmiana, która mnie bardzo cieszy – moje materiały od zawsze są konkretne i zwięzłe, nie ma tam lania wody, bo ja samo jako odbiorca tego nie lubię, większość kursów przeglądam na przyspieszeniu i przyznam, że jak klienci mówią, że jestem jedną z niewielu osób, których nie przyspieszają, to odbieram to jako komplement.
W świetle tych zmian kluczowa staje się umiejętność destylowania wiedzy. Nie chodzi o to, żeby przekazać wszystko co wiesz, a potrafić wydobyć z tego esencję i zachować związki przyczynowo skutkowe, tak żeby w krótkim czasie potrafić wyjaśnić jak i dlaczego coś działa.
Ale to nie jest tak, że AI tylko szkodzi biznesom edukacyjnym, co to to nie. Owszem, trzeba się zaadaptować do zmian, ale one często są też pozytywne. I nie chodzi mi o „wygeneruj kurs w 3 dni”, bo to bzdura. Chodzi o to, że AI może realnie odciążyć Cię z zadań, które zjadają Twój czas, a nie przynoszą bezpośredniej wartości.
Wcześniej setki odpowiedzi w ankietach z badania potrzeb odbiorców musiałam analizować ręcznie, zajmowało to masę czasu, a i tak nie zawsze udawało się wyłapać wszystkie zależności. Teraz wrzucam arkusz do Claude czy GPT i mam zgrabne i wyczerpujące podsumowanie moich danych.
Do tej pory przygotowując się do pracy z klientem z jakiejś branży poświęcałam sporo czasu na research jej obrazu online. Teraz mogę dostać podsumowanie kluczowych elementów w kilka chwil i dzięki temu mogę dać klientowi lepsze wskazówki.
Testuję teraz podczas spotkań automatyczne transkrypcje i robienie notatek na ich podstawie i już wiem, że wprowadzę to na stałe do mojej skrzynki z narzędziami, bo nie dość, że oszczędzam czas na pisaniu maila z podsumowaniem, to mogę w 100% skupić się na rozmowie, bo wiem, że nic mi nie umknie i do wszystkiego na spokojnie będę mogła wrócić. Mam zamiar to spiąć z bazą klientów w Notion, gdzie będzie taki mini CRM i dzięki temu nawet jeśli klient wróci po półrocznej przerwie, to w kilka chwil będę w stanie sobie odświeżyć co i jak.
Drugi plus jest taki, że to fenomenalny zasób do analiz i pomysłów na nowe oferty. Najlepsze jest to, że jedyne co muszę zrobić ręcznie, to wklejenie podsumowania od Fireflies do Clauda i wydanie polecenia „dodaj to do bazy klientów w Notion, klient X i data spotkania”. Chociaż na upartego to również dałoby się zautomatyzować w prosty sposób przez Make lub własnego agenta.
Wcześniej wiecznie brakowało czasu na takie rzeczy, nawet jeśli gromadziłam materiały do analizy to nie było kiedy nad nią przysiąść, bo były pilniejsze kwestie. Teraz mogę maksymalnie wykorzystywać to co i tak robię, nie poświęcając na te dodatkowe aspekty zbyt wiele czasu. Ta oszczędność na działaniach administracyjnych czy takich, które nazywam zadaniami dla małpy czyli kopiowanie, przeklejanie do tabel, formatowanie itd. to jest totalny game changer.
Ale oczywiście to Ty musisz wiedzieć co chcesz osiągnąć i wprawić machinę w ruch. To jest prawdziwa wartość AI dla twórców – nie zrób za mnie biznes, tylko pomóż mi pracować szybciej i efektywniej.
Mówiłam już o tym co się zmieniło, co przestało działać, a gdzie są plusy życia z AI pod ręką. Na koniec tego odcinka chciałabym pochylić się nad tym, dokąd to wszystko zmierza i jak my, jako autorzy produktów cyfrowych, mamy działać, żeby nie wypaść z rynku, a nabrać dzięki AI rozpędu. Adaptacja do zmiany to kluczowa umiejętność w dzisiejszych czasach.
Zatem gdzie teraz są pieniądze? To dość logiczne – jesteśmy w stanie płacić za to, czego nie wygenerujemy w kilka chwil i za unikalną perspektywę. Naturalne więc, że w siłę rośnie segment produktów premium, które oferują element pracy z mentorem, a nie tylko korzystania z przygotowanych przez niego materiałów. To format, w którym mentor nie tylko mówi jak coś zrobić, ale blisko towarzyszy w całym procesie wdrażania, służąc feedbackiem i radą, a później analizą efektów. Plusem jest to, że narzędzia AI pozwalają szybciej i równie efektywnie obsłużyć kompleksowo takie procesy. Oczywistym jest, że ich cena będzie najwyższa, to półka za kilka-kilkanaście tysięcy złotych.
Nie każdy będzie sobie w stanie na to pozwolić, a rynek nie zniesie takiej luki między procesami premium a generowaniem rad z GPT. Na sile zyskują więc kursy kohortowe i hybrydowe. Dostajesz gotowe materiały do samodzielnej pracy, na ich podstawie coś tworzysz, ale nie zostajesz z tym sam na sam, bo masz dostęp do autora np. na sesjach Q&A albo w formie asynchronicznej komunikacji np. głosówek na Telegramie czy Whatsupie. To taki złoty środek – mniej angażuje czasowo autora niż procesy premium, ale nadal jest jego wsparcie w wyznaczonym zakresie.
Na tej samej półce leżą różnego typu wyzwania i warsztaty, gdzie grupa pod okiem mentora równolegle pracuje nad własnymi projektami, w trakcie wymieniając się doświadczeniami i korzystając z dostępności autora. Ten dodatkowy element motywacji – inni robią to nie mogę zostać w tyle, jest bardzo mocny i realnie zwiększa skuteczność.
A co z produktami do samodzielnej pracy? One najbardziej tracą na znaczeniu, ale nie są pogrzebane całkiem, o ile oferujesz w nich coś unikalnego – proces wynikający z Twojego doświadczenia, skrojony pod daną branżę. Wzbogacenie takich produktów o asystentów AI (czyli custom GPT czy gemy), które są stosunkowo łatwe do stworzenia, sprawia, że przy braku Twojej obecności jesteś w stanie zapewnić dodatkowe wsparcie, które będzie prowadzić kursanta ściśle według przygotowanego przez Ciebie procesu. To zupełnie inny efekt niż wpisanie zapytania w chat.
Sama miałam w ofercie produkt, który był hitem, a przestał mieć sens po pojawieniu się AI w masowej świadomości użytkowników. System tworzenia i planowania treści to był pakiet składający się z krótkiego wideo i edytowalnego arkusza planu komunikacji. W szkoleniu opowiadałam o swojej metodzie planowania treści na kilka tygodni do przodu, którą wypracowałam przez lata bycia osobą odpowiedzialną za social media topowych brandów takich jak Reebok, Telepizza czy Nutella. Ale z chwilą, gdy post możesz wygenerować w sekundę, obietnica stwórz content na miesiąc w kilka godzin czy w 2 dni przestała być atrakcyjna. Postanowiłam więc własną metodę uaktualnić o dostępne narzędzia. Teraz ten system został wzbogacony o dwie asystentki GPT, które są zaprogramowane dokładnie wg moich wytycznych i prowadzą użytkownika moim procesem. Całość idzie jeszcze szybciej niż poprzednio, ale unikamy efektu generycznej papki. produkt znowu jest atrakcyjny i chętnie kupowany.
Warto zrobić audyt swoich produktów i zastanowić się, co da się rozbudować i zaadaptować, z czym trzeba się pożegnać, a czego w ofercie brakuje, żeby zachować rentowność.
Na znaczeniu zyskuje coraz mocniej marka osobista. Już nie taka wypielęgnowana, z pięknymi, uczesanymi kadrami i zdjęciami w pożyczonym mercedesie na tle plaży, a tak, która ma odwagę mówić to co myśli, nawet jeśli jest to kontrowersyjne lub odbiegające od przyjętych kanonów. Bo AI może zreplikować wiedzę, ale nie może zreplikować Ciebie.
Twojej historii. Twoich błędów. Twojego głosu. Twoich wyników. Im bardziej jesteś sobą, tym trudniej Cię zastąpić.
Ten trend sprawia, że w siłę rosną subskrypcje, zwłaszcza takie z elementem społeczności. Bo skoro już trafiliśmy na kogoś od kogo chcemy się uczyć, bo przekonuje nas jako człowiek, rezonują z nami jego wartości, aspirujemy do podobnego stylu życia, to jako ulgę przyjmujemy możliwość rozwoju pod skrzydłami tej właśnie osoby i zdjęcie z siebie konieczności kolejnych poszukiwań i researchu ekspertów. Relacje są tym, czego będziemy jeszcze mocniej szukać.
Podsumowując ten odcinek – świat się zmienia i albo wsiądziesz na tą karuzelę, albo oberwiesz krzesełkiem na łańcuchu. Czas przestać tworzyć grzeczny vanilla brand i dać głos swoim prawdziwym przemyśleniom, spuścić wartości ze smyczy i bezkompromisowo za nimi podążać. Bo wiesz co? Wszyscy piszą content marketing jest ważny. Ale jak napiszesz większość content marketingu to strata czasu, bo robicie te 3 błędy, ludzie się zatrzymają. I albo cię pokochają, albo znienawidzą. Ale przynajmniej cię zapamiętają
Nie da się już być dla wszystkich. Zmieniają się również formaty i dostępne narzędzia. Warto zachować swój unikalny głos i nie dać się ponieść fali generycznego łatwego contentu, ale korzystać z AI w obszarach, gdzie realnie przyspiesza prace – administracja, analiza, powtarzalne zadania czy poprawa doświadczenia klienta.
