Jestem solo, ale nie sama - podcast
|

Podcast Oswajam Online – odcinek 26

Samotność w biznesie to zmora wielu solo przedsiębiorców. Ale czy jedynym sposobem na nią jest rozrost firmy polegający na zatrudnianiu kolejnych osób albo wejście w spółkę? Na szczęście nie. Dlatego jeśli, tak jak ja, intencjonalnie chcesz rozwijać swój biznes bez tworzenia etatów to ten odcinek jest dla Ciebie!

Kliknij w odtwarzacz poniżej, żeby posłuchać dwudziestego szóstego odcinka podcastu Oswajam Online dla twórców cyfrowych, edukatorów i soloprzedsiębiorców, którzy przedzierają się przez tą internetową dżunglę chcąc zarabiać w sieci na swojej wiedzy i pasji.

Podcast znajdziesz też popularnych w aplikacjach – m. in. Apple Podcast i Spotify.

Na wstępie sobie coś wyjaśnijmy. To, że nie chcesz wynajmować biur, zatrudniać kolejnych ludzi, budować wielkiego zespołu i przeć do przodu za wszelką cenę harując po 60h tygodniowo nie czyni z Ciebie gorszego przedsiębiorcy. Naprawdę prowadzenie firmy nie musi być sensem Twojego życia i jego jedynym celem, bo inaczej to tylko zabawa w biznes. Nie. Ten biznes jest tylko częścią Twojego życia i jego główną rolą jest generowanie środków na to, żeby finansować pozostałe części. A ponieważ jest Twój to masz pełną swobodę w projektowaniu tego jak on działa. Bez oglądania się na innych, na to co się powinno lub nie powinno. 

Ale to również nie oznacza, że soloprzedsiębiorca z góry jest skazany na samotność i musi polegać wyłącznie na pracy własnej głowy i rąk. Nie warto być samotnym wilkiem. 

Najczęściej przekonujemy się o tym w sytuacjach kryzysowych. Póki jest dobrze to jest dobrze. Gorzej gdy coś zaczyna się sypać, a Ty z jakiegoś powodu nie możesz tego załatać. 

W tym tygodniu skończyłam wiosenną kampanię Strefy Twórców Online, mojej platformy subskrypcyjnej. To dla mnie główne wydarzenie pierwszego kwartału. Ale pech chciał, że okoliczności zewnętrzne nie były sprzyjające. Dwa dni przed startem kampanii okazało się, że moje dzieciaki złapały wiatrówkę. Jeśli pamiętasz to z dzieciństwa to wiesz, że to wyjątkowo perfidny wirus, który daje się we znaki. Nieprzespane noce, upierdliwe smarowanie kropek, zmęczone dzieci, zmęczeni rodzice. Pracuję z domu, więc gdy dzieciaki nie idą do przedszkola ja automatycznie tracę miejsce pracy. Bo efektywna praca z dziećmi, przynajmniej moimi, to oksymoron.

Dodatkowo akurat tak się złożyło, że w tym czasie standardowe wsparcie dziadkowo-babciowe w całości przebywało na urlopie w dwóch różnych częściach świata. Z tego też powodu na mnie przeszła w całości opieka nad moją 93-letnią babcią, która akurat w tym czasie zaczęła się gorzej czuć. Więc doszły wizyty lekarskie, badania, finalnie szpital itd.

Ot hashtag życie wjechał na pełnej. Totalnie rozwaliło to moją zawodową i domową rutynę i zaplanowane działania. 

A mimo to kampania Strefy się odbyła, musiałam odpuścić kilka planowanych lajwów, ale cała reszta harmonogramu została zrealizowana. W dużej mierze dlatego, że mam wokół siebie dobrych ludzi. Działam solo, ale nie jestem sama. 

Webinar otwierający kampanię poprowadziłam u koleżanki w domu. Dzięki temu bez stresu, że któryś ospowy muchomorek wtargnie w trakcie z dramatycznym “mamooooo”, mogłam się skupić w pełni na zadaniu przez te 3h. I to był świetny webinar, mimo tego, że prowadziłam go siedząc na podłodze, a akustyka pomieszczenia nie była idealna. Bez tego wsparcia pozostałoby mi odwołać webinar i przesunąć kampanię, a tego bardzo nie chciałam, bo po pierwsze większość rzeczy była gotowa, a po drugie w kwietniu mam zaplanowane dwa urlopy, więc byłoby to naprawdę trudne.

Wsparcie wykonawcze

Ja wiem, że nie chcę zatrudniać ludzi na etat. I to nie jest case z serii “jak mnie kiedyś będzie stać to zatrudnię”. Nie. Za bardzo zależy mi na swobodzie i elastyczności, żeby wikłać się w  takie długoterminowe działania, gdzie na mnie ciąży odpowiedzialność za czyjeś bezpieczeństwo finansowe. Poza moim własnym oczywiście. Chce mieć ten komfort, że jak kiedyś coś sprawi, że będę chciała wcisnąć pauzę na jakiś czas, albo wręcz rzucić wszystko i jechać w Bieszczady wypasać owce to mogę to zrobić. 

Ale to nie znaczy, że wszystko w firmie robię sama. Zdecydowanie nie! Wiele razy w tym podcaście wspominałam już, że deleguję od samego początku, równolegle z założeniem firmy zaczęłam rekrutację pierwszej wirtualnej asystentki. I uważam, że to był jeden z głównych katalizatorów rozwoju mojego biznesu. Taka współpraca z podwykonawcami daje obu stronom znacznie więcej swobody i elastyczności. Pozwala też na pracę z kilkoma specjalistami w mniejszym zakresie godzin, zamiast szukania człowieka orkiestry, który na etacie robiłby wszystkie te zadania, a na każdym znałby się jako tako. 

Pracuję w onlajnach od 2008 roku i naprawdę sporo kwestii technicznych ogarniam sama. Niewielu zadań które deleguje na co dzień nie jestem w stanie zrobić samodzielnie, no może poza montażem podcastu. Tu musiałabym trochę się podszkolić, bo nigdy nie montowałam samego audio. Ale materiały wideo wielokrotnie, więc i z podcastem jakoś by poszło. 

Z tym, że gdybym uparcie działała sama w sytuacji niesprzyjających okoliczności prywatnych zostałabym z ręką w nocniku. Nie miałabym komu wydelegować choćby przygotowania grafik do kampanii, wklepania maili do MailerLite i ogarnięcia wszystkich kwestii, w których nie ma konieczności mojej obecności na żywo. Nie dałabym rady nawet w nocy tego nadrobić, bo w tym czasie zamiast spać smarowałam kropki i pocieszałam muchomorki. A tak, zleciłam więcej niż pierwotnie planowałam, a sama skupiłam się wyłącznie na kwestiach merytorycznych i przeprowadzeniu webinaru i szkolenia na odpowiednim poziomie. I w tym miejscu przesyłam podziękowania dla moich dziewczyn. 

Uważam, że warto się uczyć delegowania od samego początku prowadzenia firmy. Nawet jeśli na starcie miałoby to być 5h miesięcznie wsparcia wirtualnej asystentki. Tak, słyszę już jak mówisz, że nie masz kasy na to. Ale spójrz na sprawę inaczej. Te 5h to koszt około 300-400 zł. Osoba zajmująca się danymi działaniami na co dzień zapewne szybciej wykona zadanie niż Ty robiąc to pierwszy raz. Jeśli odpalasz newsletter to masz opcję spędzenia kilku albo kilkunastu godzin, żeby nauczyć się obsługi MailerLite czy innego narzędzia do wysyłki newslettera. Musisz ogarnąć konfigurację konta, uwierzytelnienie, wyklikanie formularza i strony do zapisów, wysyłanie maili i automatyzację, bo jak do cholery wysłać komuś ten lead magnet po zapisie. Kupa czasu. A pewnie i kasy, bo w pewnym momencie dojdziesz do tego, że potrzebujesz jakiegoś konkretnego kursu, żeby to ogarnąć, bo skakanie po bezpłatnych materiałach w sieci sprawia, że wszystko trwa jeszcze dłużej. Więc Twój koszt to kilkanaście godzin i pewnie kilka stów za kurs. W czasie gdy dziubiesz w newsletterze nie obsługujesz klientów, bo nie da się tego robić równocześnie. Czyli zamiast przez te kilkanaście godzin obsłużyć więcej klientów i wystawić więcej faktur, Ty dziubiesz newsletter w przeświadczeniu, że nie stać Cię na wirtualną asystentkę. A przecież ona zrobiłaby to za Ciebie w znacznie krótszym czasie, omijając błędy początkującego, a na koniec na Twoim własnym newsletterze pokaże Ci co jak i gdzie. A Ty przez ten zaoszczędzony czas po prostu skupiasz się na pracy zarobkowej i masz z czego zapłacić fakturę. Nawet jeśli Wasze stawki godzinowe są zbliżone, to i tak osoba doświadczona pracuje szybciej. 

Jeśli Twoja firma będzie się rozwijać to prędzej czy później będziesz potrzebować dodatkowej pary rąk do różnych zadań. I to, że nie musisz tworzyć w tym celu etatu jest świetną wiadomością. Możesz zacząć małym krokami. Możesz sprawdzać różne osoby. Jeśli jedna się nie sprawdzi to po prostu nie wykupisz kolejnego pakietu, wyciągniesz wnioski z tej współpracy i bogatsza o tą wiedzę poszukasz kolejnej osoby. 

Jeśli zaczniesz delegować na starcie później będzie Ci łatwiej zwiększać ten zakres i przekazywać kolejne zadania. A jeśli wydarzy się jakaś sytuacja, która zagrozi realizacji Twojego projektu to zawsze masz plan B, czyli kogoś komu możesz przekazać zadania. 

Nie warto być samotny wilkiem i zajezdżać się robiąc absolutnie wszystko od obsługi klientów, po stworzenie sklepu i przygotowanie każdej najmniejszej grafiki. To po prostu nie może się udać w dłuższej perspektywie. 

Grupa wsparcia

Soloprzedsiębiorca, który nie zatrudnia nikogo na etat także może mieć swoją siatkę wsparcia. Mały zespół, z którym w różnym wymiarze współpracuje. Gdybym próbowała być Zosią Samosią albo rzuciłabym to wszystko w diabły po 3 miesiącach wkurzając się, że nie udaje mi się zrealizować nawet połowy moich planów i pomysłów, albo byłabym wrakiem człowieka chodzącym na rzęsach z przepracowania. Nie tędy droga!

Ale wsparcie wykonawcze to nie jedyny element tej siatki wsparcia soloprzedsiębiorcy, którą warto sobie budować w takim modelu biznesowym.

Drugim katalizatorem rozwoju mojego biznesu zdecydowanie były mastermindy, w których brałam udział i grupowe programy mentoringowe. Delegowanie to po prostu dodatkowa para rąk realizująca zadania wg moich wytycznych. A rozkminy mastermindowe to możliwość zderzenia z kimś kawałków strategicznych. Bo nie chodzi o to, żeby robić dużo, a robić to ci przybliża Cię do osiągania celów biznesowych, a te z kolei prowadzą do realizacji Twojej wizji życia. 

I tu znowu wrócę do tego jak zadziałało to w przypadku ostatniej kampanii Strefy, którą prowadziłam trochę w trybie awaryjnym. Na spotkaniu masterminodwym przegadałam na gorąco pomysły, które mogę wykorzystać w trwającej kampanii, biorąc pod uwagę aktualne ograniczenia (jak choćby to, że mam ograniczone możliwości robienia czegokolwiek na żywo). Poza konkretnymi wskazówkami dostałam też całą masę wsparcia i wirtualnego poklepania po plecach, ale też czułego kopniaka do działania, że jest jak jest i trzeba grać z tym co się ma, zamiast załamywać ręce. 

Z resztą nad koncepcją Strefy Twórców Online i nad jej kampanią premierową pracowałam najpierw w pewnym programie mentoringowym na przełomie 22 i 23 roku, a później w mastermindzie. Możliwość przegadania swoich koncepcji ze świetną ekipą była dla mnie nie do przecenienia. I pozwoliło mi to uniknąć kilku błędów, w kierunku których zmierzałam. Czasem wystarczy celnie postawione pytanie lub jedno rzucone zdanie i człowiek zyskuje jasność albo odpowiedź na pytanie, które go gryzło tygodniami. 

Gdy pracowałam w agencjach interaktywnych zawsze mogłam pogadać z moim zespołem albo przełożonym. Było z kim zrobić burzę mózgów, albo zwyczajnie się wygadać czy wylać żale. Nie trzeba było o to zabiegać w jakiś szczególny sposób. Gdy wróciłam na swoje musiałam zadbać o ten element i sobie zorganizować życzliwe głowy. Ale da się to zrobić! I zdecydowanie warto poszukać kogoś kto ma podobne wyzwania zamiast zamęczać rozkminami partnera czy kumpelę, którzy nie mają zielonego pojęcia o biznesie online, bo pracują na etacie albo w zupełnie innej branży i kompletnie, mimo dobrych chęci, nie są w stanie Cię wesprzeć w Twoich rozkminach. 

W mastermindzie mam ekipę, która też tak ma. I rozumie z czym się zmagam. Jedziemy na tym samym wózku. Ale równie ważne jak to, że jest skąd czerpać jest to, że możemy od siebie dawać. Naprawdę doradzanie innym i wspólne szukanie rozwiązań świetnie wpływa na poczucie sprawczości. Zwłaszcza jeśli nasze propozycje padają na podatny grunt i są dla kogoś cenne. To, że komuś pomagamy po prostu dobrze robi na głowę.

Mastermindy uwielbiam nie tylko jako uczestniczka, ale też jako prowadząca. często mam mózg rozwalony jak patrzę na postępy, które w ciągu 12 tygodni robią uczestnicy. 

Platforma subskrypcyjna w niszowym temacie i 100 osób na jej pokładzie w pierwszym otwarciu? Proszę bardzo. Program mentoringowy dla początkujących w zawodzie? Jest! Czterokrotne zwiększenie sprzedaży e-booków w porównaniu z poprzednimi kampaniami? Mamy to. Zmiana koncepcji produktu owocująca wydaniem dodatkowego i zwiększeniem przychodów? Odhaczone. 

A najlepszym dowodem słuszności tej formuły jest dla mnie to, że uczestnicy biorą udział w kilku edycjach. Rekordzistki w 3 pod rząd. I możliwość towarzyszenia im w tym, kibicowania i podglądania od zaplecza uważam za wielki przywilej.

I to nie jest oczywiście tak, że samo dołączenie do masterminda jakoś magicznie załatwia sprawę. Nie. Zdarzają się, na szczęście sporadycznie, uczestnicy którzy mimo odpowiednich warunków nie osiągają swoich celów. Najczęściej dlatego, żę po drodze okazuje się, że jednak wcale nie były dla nich ważne i potrzebna jest kalibracja kompasu zanim zacznie się działać. Zdarza się tak, że ktoś wchodził z jakimś celem, ale po drodze się okazywało, że do ogarniacia ma jakieś fundamentalne sprawy, podstawy, bo to go blokuje w działaniu. I uświadomienie sobie tego w procesie, a później zrobienie kroku w tył, żeby nad tym popracować też jest OK!

Grupy mastermidnowe dla biznesu online prowadzę regularnie 3 razy w roku. Najbliższa edycja startuje w kwietniu, kolejna we wrześniu. 

Jeśli i Ty czujesz, że potrzebna Ci taka grupa wsparcia to masz ostatnią szansę dołączyć do wiosennej edycji spotkań mastermindowych pod moim okiem. Do końca marca zgłoś chęć udziału na stronie oswajamonline.pl/mastermind i wypełnij ankietę zgłoszeniową. Później z każdą osobą umówię się na krótką rozmowę, żeby obie strony miały pewność, że to dobry wybór na ten moment. Dobranie odpowiedniej ekipy do grupy to kluczowa sprawa dla powodzenia procesu. W końcu opiera się on na tym, że uczestnicy czerpią od siebie wzajemnie. 

mastermind dla biznesu online
grupa mastermind

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *