Powrót do rytmu po letnim rozluźnieniu
|

Podcast Oswajam Online – odcinek 70

Pierwszy tydzień września za nami! Po wakacyjnej przerwie na serię „Daj sobie rok” wracają regularne odcinki co dwa tygodnie. Ten nagrywam w pokoju, który jeszcze miesiąc temu był bawialnią moich dzieci. Białe ściany, gdzieniegdzie pomalowane kredkami i pełno dziur po regałach, które już stoją gdzie indziej. Dzieciaki dostały wreszcie osobne pokoje, są turbo szczęśliwe, a ja wylądowałam tutaj i siedzę trochę jeszcze w starym, ale już na nowym.

I to jest chyba najlepszy obrazek tego, o czym chcę Ci dziś opowiedzieć – o zmianach, wywiązywaniu się z własnych planów i powrocie do rytmu. 

Wracamy do rytmu po wakacyjnym rozprężeniu, ale układamy go na nowo, bo i warunki się zmieniły.

 
 

 

 

Podcast znajdziesz też w popularnych aplikacjach – m. in. Apple Podcast, Spotify i YouTube

U mnie ten wrzesień przyniósł spore zmiany, bo moja córka poszła do pierwszej klasy i teraz mam na pokładzie dwoje szkolniaków. Zupełnie nowa rutyna, godziny, cała logistyka rodzinna do poukładania od zera. Nie ukrywam jest z tym trochę wyzwań, żeby cały ten tetris zajęć i treningów każdego z nas poukładać w kalendarzu. No i samo przestawienie się na normalne tory pracy, po wakacjach jest wymagające. 

Ale zanim o powrocie do rytmu to zatrzymajmy się na chwilę przy tym, co ten rytm zaburzyło, czyli wakacjach.

W maju nagrałam odcinek Zacznij od końca (67) o tym jak szykuję firmę na lato, tak żeby spokojnie móc znacznie mniej pracować, nie znikając przy tym z radaru potencjalnych klientów. Patrząc na to z perspektywy czasu uważam, że całkiem nieźle mi się to udało, chociaż oczywiście plan nie został zrealizowany na 100%. Skoro opowiedziałam o swoich zamiarach publicznie to wypada się z tego rozliczyć.

Moje założenia były takie: zwiększenie słuchalności podcastu o 20-25% i regularne zapytania o współpracę mentoringową generowane przez reklamy dwóch masterclassów. Na początek września chciałam mieć już uruchomioną reklamę na warsztaty zapraszające do Strefy i posty do kampanii na pierwszą połowę miesiąca. A wszystko to przy pracy 12-15h tygodniowo i przychodach nie mniejszych niż 15k/ms. 

No to po kolei – jeśli chodzi o podcast to przez lipiec i sierpień co tydzień ukazywały się odcinki z serii „Daj sobie rok”. Całość nagrałam w dwóch podejściach, jeszcze w czerwcu. I tutaj jestem bardzo zadowolona! Dostałam wiele sygnałów o tym, że to wartościowy materiał, kilka osób po odsłuchaniu pytało o możliwość współpracy. Przechodząc do twardych danych – 35% więcej odtworzeń niż w poprzednim analogicznym okresie, do tego 107% wzrostu wyświetleń i czas odtwarzania dłuższy o 67%. Czyli nawet lepiej niż oczekiwałam. Jestem na maxa zadowolona z tego projektu!

Chociaż wiem, że mogłam wycisnąć z niego jeszcze więcej, gdybym zadbała mocniej o dystrybucję i mówiąc wprost – napieprzała postami na Instagramie. Miało powstać więcej treści do social mediów, dedykowane karuzele, każdy materiał miał być wykorzystywany na kilka sposobów. I trzy odcinki nie doczekały się swojej karuzeli na Instagramie. W newsletterze informacje o nowych odcinkach wysyłałam regularnie, sam podcast publikowałam regularnie, ale tej całej pięknej otoczki contentowej po prostu nie dowiozłam. Przyznam, że mam ostatnio sporą niechęć do tej platformy i to nie jest bez znaczenia. 

Kolejnym moim założeniem było uruchomienie reklam masterclassów Efekt trampoliny i Struktura ofert. Ich celem głównym było pozyskiwanie klientów na mentoring. I tutaj nie zrealizowałam planu w całości. Uruchomiłam reklamy tylko jednego z nich – Efektu trampoliny. Ten o strukturze ofert nie doczekał się ani reklam, ani odświeżenia strony sprzedażowej, co miałam w planach w maju. Reklamy Efektu trampoliny wyłączyłam po 3 tygodniach, bo komplet klientów mentoringowych zebrał się szybciej niż się spodziewałam i nie było sensu odsyłać z kwitkiem kolejnych osób albo umawiać ich na październik. Można powiedzieć, że sam plan zrealizowałam w 50%, ale to wystarczyło, żeby osiągnąć główny cel. 

I tu pierwszy ważny wniosek z tego podsumowania: plan nie jest wyryty w kamieniu. Tworzymy go, żeby łatwiej było nam osiągnąć rezultat, a nie, żeby koniecznie odhaczyć 100% zadań. Jeżeli po drodze okazuje się, że część działań przestała być potrzebna, bo cel jest dowieziony, to ich niewykonanie nie jest porażką. Czasem jest wręcz dowodem na to, że dobrze zarządzasz swoim czasem.

Wracając do podsumowania – co z czasem pracy? Tutaj wyszło wyśmienicie, z resztą jeśli zaglądasz w moje stories to na pewno rzuciły Ci się w oczy te o wagarach właściwie w każdym tygodniu. Jakieś 85% z tych kilkunastu godzin pochłonęła obsługa klientów mentoringowych.

Mówiłam też o przygotowaniu kampanii Strefy i tutaj też nie odhaczam 100%, ale po części dlatego, że przez ostatnie tygodnie wymyśliłam zupełnie inną koncepcję tej kampanii, zamiast klasycznego tygodniowego okienka po webinarze. Nie przygotowałam postów z wyprzedzeniem, ale napisałam dodatkową sekwencję mailową, a posty robię we wrześniu. Za to reklamy warsztatów ruszyły już pod koniec sierpnia.

I na koniec pytanie a co z hajsem? Hajs się zgadzał i to nawet bez przychodów z 8 tygodni sprzedaży dwóch masterclassów, które planowałam. To minimum czyli 30 tysięcy za lipiec i sierpień miałam na koncie już na początku sierpnia. Poszło gładko. 

Także jak słyszysz nie było idealnie i nie zrobiłam wszystkiego co zakładałam, ale dowiozłam każdy z głównych celów. Pewnie gdybym docisnęła byłoby jeszcze lepiej, ale czasem wystarczająco dobrze jest zupełnie OK. A dla mnie najważniejsze jest to, że miałam naprawdę fajne lato. Dużo czasu w naturze, z dzieciakami, no i remont, który też był zajmujący. 

I właśnie w tym miejscu dochodzimy do hasła „Wracamy do rytmu”.

Lato w biznesie bardzo często jest takim trochę patchworkiem. Tu Twój urlop, tu urlop klienta, tu dzieci w domu, tu wyjazd, tu tydzień normalnej pracy, później kilka dni, kiedy właściwie wszystko stoi. Jedne rzeczy działają regularnie, inne się rozjeżdżają. Nawet jeśli firma przez całe lato funkcjonuje, a Ty nie pracujesz 12h w tygodniu, rytm jest inny niż w pozostałej części roku.

We wrześniu w naturalny sposób wracamy do większej regularności. Wracamy do rytmu, ale niekoniecznie identycznego jak ten z maja. Nie odcinamy też wszystkiego grubą kreską i nie zaczynamy też od zera, bo przecież mamy już mnóstwo wiedzy o sobie. Wiemy, co się wcześniej sprawdzało, co nam nie służyło, przy jakich rozwiązaniach funkcjonowało nam się dobrze, a które doprowadzały nas do szału.

Do tego dochodzi nowa rzeczywistość, zwłaszcza dla tych, którzy mają dzieci.

U mnie na przykład bardzo zmieniła się organizacja dnia. Dzieci mają osobne pokoje, więc inaczej wyglądają nasze wieczory i usypianie. Rano wyjeżdżamy mniej więcej godzinę wcześniej niż w zeszłym roku, więc część rzeczy, które wcześniej spokojnie robiłam rano, teraz muszę przygotować wieczorem. Inaczej poranek zamienia się w pożar w burdelu.

Zmieniły się warunki, więc zmieniam sposób działania. Rutyna ma wspierać moje życie i sprawić, że się w nim nie pogubię, a nie moje życie ma się naginać po to, żebym mogła zachować rutynę dokładnie w takiej formie, jaką kiedyś sobie wymyśliłam.

Wrzesień to dla mnie czas na poukładanie tego od nowa, na spokojnie. I na testy! Bo nie wszystko się sprawdzi. Ale tego nie dowiesz się jak nie spróbujesz. 

Nie trzeba 1 września zaprojektować perfekcyjnego systemu, który ma działać do emerytury.

Dla mnie jednak najważniejszy sens tego rytmu jest jeszcze gdzie indziej. Ja nie chcę mieć rutyny po to, żeby móc sobie powiedzieć: „Och, jaka jestem dobrze zorganizowana”. Nie mam potrzeby robienia z produktywności kolejnej dziedziny życia, którą trzeba perfekcyjnie opanować. Dobra organizacja ma przede wszystkim zmniejszać liczbę decyzji, które muszę codziennie podejmować.

I tu przykład, niebiznesowy, ale myślę, że dość trafny. Dla mnie ważne jest to, żeby moja rodzina dobrze jadła. Zależy mi na tym, żeby na co dzień jeść odżywczo i regularnie. Widze jaki to ma na nas wpływ. Jednocześnie świetnie wiem o sobie, że kompletnie nie nadaję się do modelu, w którym codziennie staję przy garach i od zera przygotowuję posiłek. A wcześniej na bieżąco go wymyślam. Mogłabym sobie oczywiście codziennie rano obiecywać, że dzisiaj na pewno to zrobię. Tylko po co mam każdego dnia na nowo negocjować sama ze sobą i się wkurzać, że znowu nie zrobiłam?

Dlatego robię meal prep. Jeśli gotuję na przykład gulasz czy jakis sos, zawsze robię porcję na kilka obiadów. Raz w miesiącu robię wielkie gotowanie, żeby uzupełnić zapasy i gotuję kilka dań obiadowych. Część jemy na świeżo, część zamrażam. Dzięki temu w dni, kiedy mam dużo spotkań, robienie za taksiarza dzieci, własny trening i pięć innych rzeczy, nie muszę o piętnastej podejmować decyzji pod tytułem: „Co my teraz będziemy jeść?”. Po prostu wyciągam jedzenie z zamrażarki. 

Podobnie robię ze swoim drugim śniadaniem, które jem w trakcie przerwy w pracy, zwykle jest to jakaś wariacja owsiankowa, czasem placki. Przygotowuję je dwa razy w tygodniu. W niedzielę wieczorem na poniedziałek i wtorek, a we wtorek wieczorem na środę, czwartek i piątek. Zajmuje mi to kilka minut, jak robię coś bardziej wymyślnego to max pół godziny. Nie chodzi o to, że meal prep jest moją pasją i relaksuję się przy pudełkach z jedzeniem. Robię to dlatego, że znam siebie.

Jeżeli tego nie zrobię, potrafię rano usiąść do komputera, wciągnąć się w pracę i kilka godzin później zorientować się, że nic nie jadłam i właściwie wypiłam tylko kawę. Potem trzeba jechać po dzieci albo na trening, zaczyna mnie mdlić z głodu i wtedy pojawiają się scenariusze awaryjne. Albo dalej nie jem czekając do obiadu i czuję się coraz gorzej, albo w akcie desperacji kupuję w Żabce cokolwiek, co można szybko wrzucić w siebie w samochodzie. Nie jestem ortodoksyjnym fitfreekiem, który uważa, że drożdżówka to zło, ale o to, że gdy zabrakło systemu to decyzję podejmuje głodna Marta. A głodna Marta nie jest osobą, której powierzałabym długoterminową strategię żywieniową.

W biznesie działa to dokładnie tak samo.

Z resztą idealnie obrazuje to przykład podcastowej serii, którą nagrałam z wyprzedzeniem w dwóch podejściach i również z wyprzedzeniem przygotowałam maile do każdego odcinka. Dlatego mogłam sobie dać tyle luzu w wakcje.

Nie chcę codziennie rano podejmować od nowa decyzji, czy dzisiaj popracuję nad czymś ważnym. Czy znajdę czas na nagranie podcastu. Czy napiszę newsletter. Czy zajmę się projektem, który od dawna próbuję przepchnąć do przodu. Bo jeśli za każdym razem muszę sama ze sobą negocjować, to bardzo łatwo wygra coś pilnego, coś łatwiejszego, wiadomość od klienta, mail, powiadomienie, drobna rzecz, którą można szybko zamknąć.

Dlatego tak ważne jest dla mnie projektowanie środowiska, które wspiera realizację moich planów. Czyli takie ustawianie rzeczy wokół siebie, żeby właściwe zachowanie było trochę łatwiejsze, a nie wymagało codziennie heroicznej dawki silnej woli.

Meal prep jest projektowaniem środowiska. Przygotowanie rzeczy dzieci wieczorem zamiast rano jest projektowaniem środowiska. Umówiony trening jest projektowaniem środowiska. Zablokowany czas w kalendarzu też.

I tutaj mam bardzo biznesowy przykład z wakacji.

Przez całe lato regularnie odbywały się w Strefie Twórców Online sesje pracy w skupieniu. I ja sama z nich korzystałam, w końcu je prowadzę! To było dla mnie zabezpieczone półtorej godziny. Nie coś w stylu: „Może kiedyś, jakoś znajdę czas na tę rzecz”, tylko konkretny termin. Sesja się odbywa. Ludzie przychodzą. Ja przychodzę. Siadamy i przez dziewięćdziesiąt minut robimy swoje.

I bardzo często w takim półtoragodzinnym bloku potrafię zrobić więcej niż przez pół dnia pozornego pracowania, kiedy między jednym zadaniem a drugim sprawdzam maila, odpisuję na wiadomość, otwieram pięć zakładek i ciągle coś mi przerywa.

I pewnie, że można sobie samemu wyznaczyć czas na taką pracę, ale wiem z doświadczenia, że inaczej jest, gdy mogę ten czas jednym ruchem przesunąć, kiedy wyskoczy coś innego, a czym innym jest wydarzenie, które po prostu się odbywa. Plus rytm, który wyznacza, czyli konkretne dni tygodnia i godziny. Przyzwyczajamy się do tego jak kiedyś do godzin emisji ulubionego serialu, zanim Netflix zafundował nam binge watching. Po kilku tygodniach nie zastanawiasz się już, czy znajdziesz w tym tygodniu czas na pracę w skupieniu. Wiesz, że w środę o 10:30 jest sesja.

To jest właśnie zewnętrzna struktura. Element środowiska, który ogranicza liczbę decyzji. Nie zastanawiam się, czy dzisiaj jest dobry moment. Nie negocjuję sama ze sobą. Po prostu przychodzę i robię.

Ja mam dosyć prostą wizję tego, jak chcę prowadzić biznes. Chcę mieć biznes, który pomaga mi zachować dobrostan. Nie chcę stresować się pracą do tego stopnia, że nie śpię po nocach. Nie chcę nie dojadać dlatego, że nie mam czasu odejść od komputera. Nie chcę odpuszczać treningów po to, żeby móc pracować godzinę dłużej. Nie chcę też, żeby moje dzieci musiały być dziesięć godzin poza domem dlatego, że mój biznes wymaga ode mnie pracy od rana do wieczora.

Chcę się cieszyć życiem. Chcę robić fajne pieniądze, pracować z fajnymi ludźmi i zajmować się projektami, które mnie kręcą. Ale chcę też mieć czas na rzeczy, które nie mają absolutnie nic wspólnego z firmą.

Dlatego rytm pracy nie jest dla mnie narzędziem do wyciśnięcia z dnia kolejnej produktywnej godziny. Wręcz przeciwnie. Ma mi pomóc zrobić ważną robotę w czasie, który chcę na nią przeznaczyć, żebym później mogła tę pracę zamknąć.

U mnie część obecnych zmian wynika teraz po prostu z sytuacji rodzinnej. Mam dzieci, jedno z nich zaczęło pierwszą klasę, zmieniły się godziny wyjazdów, terminy zajęć dodatkowych, zmieniła się organizacja wieczorów i siłą rzeczy muszę się do tego dopasować. Ale Ty osobo po drugiej stronie głośnika być może w ogóle nie masz dzieci. Albo masz nastolatki. Celem tego odcinka nie jest opowiadanie o mojej rutynie, a pokazanie Ci pewnego sposobu myślenia, który można zaadaptować do swoich warunków.

Popatrz na swoje predyspozycje, możliwości, mocne i słabe strony. Sprawdź, co naprawdę Ci służy. Zastanów się, gdzie po raz setny próbujesz funkcjonować w sposób, który teoretycznie brzmi świetnie, ale zupełnie nie pasuje do Ciebie.

Możesz sobie oczywiście wpisać pobudkę o piątej rano, chociaż od czterdziestu lat jesteś sową. Możesz zaplanować codziennie cztery godziny pracy kreatywnej po południu, mimo że już od lat wiesz, że po obiedzie Twój mózg przechodzi w tryb oszczędzania energii. Możesz rozsmarować spotkania na cały tydzień, chociaż za każdym razem narzekasz, że przez to nigdy nie masz długiego bloku na własne projekty.

Tylko po co tak się ze sobą szarpać?

Projektując swój biznes, warto uwzględnić człowieka, który ma ten biznes prowadzić.

Ciebie. Bo bez Ciebie go nie będzie. 

Jeżeli po tym odcinku chcesz sobie zrobić małe ćwiczenie, to zamiast od razu rozpisywać perfekcyjny plan na całą jesień, odpowiedz sobie na kilka prostych pytań.

Co przed wakacjami działało naprawdę dobrze i chcę do tego wrócić? Co działało źle i wcale nie chcę tego przywracać tylko dlatego, że wcześniej tak funkcjonowałam? Co zmieniło się przez ostatnie miesiące w moim życiu albo biznesie? I wreszcie: jak mogę tak zaprojektować swoje środowisko, żeby najważniejsze działania nie wymagały ode mnie codziennie kolejnej decyzji i kolejnego aktu silnej woli?

Może oznacza to stały blok w kalendarzu. Może ograniczenie liczby dni spotkaniowych. Może przygotowanie czegoś wcześniej. Może automatyzację. Może umówienie się z drugą osobą. Może stworzenie sobie zewnętrznego terminu, którego nie przesuniesz tak łatwo jak własnego zadania.

A potem po prostu to testujesz. Nie musisz dziesiątego września wiedzieć, jak będzie wyglądał każdy wtorek aż do Bożego Narodzenia. Ustawiasz jakiś rytm, sprawdzasz, czy Ci pomaga, a jeśli nie, to go poprawiasz.

Dlatego cały wrzesień u mnie mija pod hasłem „Wracamy do rytmu” i to jest również myśl przewodnia wrześniowego, ostatniego w tym roku, naboru do Strefy Twórców Online.

Bo Strefa nie jest dla mnie miejscem, do którego przychodzisz po to, żeby zdobyć kolejną stertę wiedzy i dołożyć sobie dwadzieścia siedem modułów do przerobienia. Wiedzę oczywiście tam znajdziesz. Jeśli chcesz zaplanować kampanię, uruchomić newsletter, poukładać reklamy, stworzyć produkt, popracować z AI czy ogarnąć zaplecze firmy, są tam konkretne materiały, szablony i narzędzia.

Ale znacznie ważniejsze jest dla mnie środowisko. Regularne sesje wspólnej pracy. Spotkania, na które możesz przyjść ze swoim problemem albo pomysłem. Ludzie, którzy również prowadzą biznesy eksperckie i edukacyjne. Konkretne terminy w kalendarzu, dzięki którym łatwiej przejść od „muszę się kiedyś tym zająć” do „w środę o 10:30 siadam i to robię”.

Bo właśnie o to chodzi w tym całym wracaniu do rytmu. Nie o to, żeby nagle od pierwszego września stać się idealnie zorganizowaną osobą, która realizuje wszystko zgodnie z planem. Tylko o to, żeby stworzyć sobie takie warunki, w których łatwiej jest regularnie robić rzeczy ważne dla Twojego biznesu, nawet kiedy akurat Ci się nie chce albo życie próbuje ten plan trochę rozjechać.

Jeśli chcesz najpierw zobaczyć, jak to działa, to we wrześniu część strefowych spotkań jest otwarta dla osób z zewnątrz. W każdą wrześniową środę o 10:30 zapraszam Cię na sesję wspólnej pracy, a we wtorek 29.09 na sesję Q&A o stronach sprzedażowych. Możesz pokazać swój landing i dostać feedback. Nie musisz się nigdzie zapisywać, udział jest bezpłatny. Linki do pokojów znajdziesz w newsletterze i na moim Instagramie, a plan dodam też w tekstowej wersji tego odcinka.

A jeśli już teraz czujesz, że właśnie takiego zaplecza potrzebujesz, to we wrześniu możesz dołączyć do Strefy Twórców Online.

Strefa nie jest kolejnym kursem, który kupujesz, odkładasz na później i po trzech miesiącach czujesz się winna, że go nie przerobiłaś. To jest miejsce, w którym pracujesz nad swoim biznesem, mając pod ręką to, czego akurat potrzebujesz: wiedzę, narzędzia, ludzi i czas zabezpieczony na działanie.

Nie musisz deklarować, że zostaniesz tam do emerytury. Możesz wejść na miesiąc, zobaczyć, jak pracuje Ci się w tym środowisku, skorzystać z sesji, spotkań i materiałów i zdecydować, czy to jest coś, co rzeczywiście pomaga Ci w działaniu.

Wszystkie informacje znajdziesz na oswajamonline.pl/sto.

A tymczasem trzymam kciuki za Twój i mój powrót do rytmu!

 

 
 

 

 

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *