Jak tworzyć treści do sieci szybciej i sprytniej?
||

Jak tworzyć treści do sieci szybciej i sprytniej?

Content marketing potrafi przynosić fantastyczne rezultaty pod warunkiem, że podchodzisz do tworzenia treści strategicznie i traktujesz je jak element większej całości – jeden z kroków na ścieżce klienta.

Tu nie chodzi o dodawanie “jakichś” postów czy wpisów. Nawet jeśli robisz to regularnie. Po pierwsze musisz wiedzieć po co publikujesz. Każda treść powinna realizować określone przez Ciebie cele. Inaczej będziesz tylko przepalać czas i energię i szybko zaczniesz się frustrować brakiem efektów pomimo włożonego wysiłku.

Zadbaj o dotarcie!

Zasięgi w mediach społecznościowych są obcinane bezlitośnie. Zanim Twój blog wybije się dzięki SEO, może upłynąć wiele tygodni. Podobnie w przypadku podcastu, który dopiero co pojawił się na rynku. Skorzystanie z płatnej reklamy może znacząco przyspieszyć proces docierania do nowych odbiorców.

Dziś każdy może być reklamodawcą i ustawiać reklamy w przeróżnych serwisach (od najpopularniejszych Google Ads i Facebook Ads, przez TikToka i Pinteresta po bannery w przeróżnych portalach tematycznych). Zwykle jest to kwestia kilku kliknięć i wcale nie musisz na start inwestować wielkich budżetów. Już 20 zł dziennie włożone w promocję starannie przygotowanego materiału przyniesie Ci sporo korzyści, jeśli mądrze podejdziesz do tematu.

Reklama to nie jest magiczna pigułka na wszystko, tylko jeden z elementów strategii. Odpowiednio przygotowana potrafi być piekielnie skuteczna i zdecydowanie przyspieszy rozwój Twojej marki, a dodatkowo uwolni Ci trochę czasu, bo Twoje treści będą ”żyły” dłużej.

O tym jak złapać balans między tworzeniem nowych treści, a ich dystrybucją przeczytasz we wpisie “Czemu content marketing nie działa?”, a dziś zajmiemy się tym jak mądrze podejść do tworzenia treści w imieniu marki.

Zacznij od tego co masz!

Jeśli działasz online od jakiegoś czasu to na pewno masz mnóstwo świetnych treści, które były opublikowane tylko raz, a później zapomniane. A przecież możesz je wykorzystywać wielokrotnie! Żeby sobie to ułatwić warto zacząć od zrobienia porządku w dotychczasowych zasobach. Zebrać w jednym pliku wpisy na bloga, lead magnety i inne treści przypisując je do odpowiednich kategorii tematycznych. Możesz wykorzystać do tego najprostszą tabelkę w Excelu czy Arkuszach Google do której będziesz dodawać linki do wszystkich dłuższych treści, które wypuszczasz w świat.

Stworzenie takiego repozytorium zasobów, czyli spisu Twoich treści, będzie świetnym punktem wyjścia do usystematyzowania swoich działań content marketingowych i oszczędzi Ci masę czasu.

Dla bloga w kolejnych kolumnach możesz uwzględnić:

  • tytuł
  • link do opublikowanego wpisu
  • hasłowe informacje o temacie
  • linki do których odsyłasz w treści
  • powiązane produkty

Dodatkowych plusem prowadzenia takiego rejestru są kwestie związane z SEO – na pierwszy rzut oka widzisz dokąd prowadzą linki wewnątrz mojej strony i którą kategorię możesz rozbudować o kolejne wpisy.

W repozytorium uwzględnij również zakładkę z linkami do wszystkich swoich landingów oraz lead magnetów. To bardzo pomaga utrzymać porządek i nie pogubić się w poprawkach i nowych wersjach.

Jeśli korzystasz Canvy zrób sobie też dział na pliki graficzne – wystarczy, że po skończeniu pracy nad grafiką wrzucisz w arkusz link do projektu i opiszesz słowami kluczowymi (np. “reklama lead magnet e-book XYZ”). Wyszukiwarka Canvy jest mocno niedoskonała i czasami trudno odszukać jakiś projekt po nazwie.

Posty z social media też warto grupować w takim repozytorium według kategorii tematycznych lub związku z danym produktem. Dzięki temu, gdy po jakimś czasie chcesz wrócić do tematu (bo np. robisz ponowną kampanię produktu i chcesz bazować na poprzednio stworzonych treściach) masz wszystko jak na tacy.

Tak, na początku może to być sporo pracy (zwłaszcza jeśli masz dużo treści). Ale jeśli włączysz to do swojej procedury tworzenia treści i od tej pory każdorazowo po dodaniu wpisu na bloga czy posta na IG dorzucisz linki do repozytorium, to te dodatkowe 2 minuty poświęcone na to szybko Ci się zwrócą.

Dzięki prowadzeniu takiego spisu łatwiej też będzie Ci współpracować np. z wirtualną asystentką, która może tworzyć nowe formaty treści na podstawie tego, co już kiedyś było przez Ciebie stworzone.

Uwierz mi! Podziękujesz sobie za to nie raz, gdy w popłochu będziesz próbować odszukać jakiś tekst lub link “no rękę dam sobie uciąć, że gdzieś już o tym wspominałam!”. Skoro porządki mamy za sobą czas przejść do tego jak wykorzystać gotowe treści.

O co chodzi z redystrybucją treści?

O mądre planowanie! Skup się na tworzeniu długożyjących treści (np. blog, filmy na YT, podcast), które będą stanowiły podstawę do przygotowania mniejszych kawałków publikowanych np. w social mediach.

Cały myk polega na tym, żeby maksimum energii włożyć w dopracowanie tej formy bazowej, bo z niej niewielkim wysiłkiem można stworzyć materiał na kolejne treści. Z jednego wpisu blogowego spokojnie możesz zrobić 2-3 posty do mediów społecznościowych i od razu zyskujesz temat na newsletter.

Podobnie sprawa ma się w przypadku podcastu. Możesz w postach lub relacji udostępnić ciekawy fragment rozmowy i tym samym zachęcić odbiorców do posłuchania odcinka, a dodatkowo przedstawić jakiś fragment omawianego tematu w rolce czy w karuzeli. Na blogu może wylądować transkrypcja nagrania.

Najlepsze w redystrybucji treści jest to, że pozwala na delegowanie wielu zadań! Nadal to Ty jesteś autorem głównej treści i masz nad nią pełną kontrolę, ale nic nie stoi na przeszkodzie żeby wirtualna asystentka przygotowała na jej podstawie grafiki do mediów społecznościowych i treść posta (bazując na Twoich słowach).

To oszczędza masę czasu i powoduje, że Twoje treści pojawiają się w wielu kanałach, a Ty docierasz do szerszego grona, bez dodatkowego wysiłku! Pamiętaj o tym, że w różnych serwisach możesz mieć różnych obserwujących. Oczywiście ta grupa w części się pokrywa, ale sporadycznie się zdarza, żeby algorytmy tych platform na każdej z nich Twoją treść pokazywały tej samej osobie. Dodatkowo dzięki przemyślanej redystrybucji treści trafiasz w preferencje różnych osób (przecież jedni z nas wolą czytać, inni oglądać wideo, a jeszcze innym nie potrzeba nic poza audio).

Czym różni się recycling treści od redystrybucji?

Zacznę od rozróżnienia pojęć recyklingu i redystrybucji, bo są podobne i wiele osób używa ich wymiennie. Dla mnie redystrybucja to jest sposób planowania contentu – piszę artykuł w danym temacie i od razu wiem, że na jego podstawie powstanie X mniejszych treści do różnych kanałów. Przy ubraniu tego w odpowiedni proces można bez problemu wydelegować wszystko poza stworzeniem treści bazowej.

Recykling to ponowne wykorzystanie tej samej treści, czasem niemal 1:1, a czasem w nieco zmienionej formie. Nie musi być to zaplanowane działanie już na etapie tworzenia pierwotnej treści.

Część specjalistów dzieli recykling treści na dwa rodzaje:

  • revamping, czyli ponowna publikacja tego samego materiału. Może być dodatkowo wzbogacona o nowe materiały – np. aktualizacja wpisu na blogu albo ponowne opublikowanie tej samej treści na LinkedInie.
  • repurposing, czyli przekształcenie opublikowanego materiału w inne formaty niż pierwotnie. Może za tym iść zmiana kanału komunikacji.

Jak to działa w praktyce?

U mnie ten proces zwykle wygląda tak: podczas tworzenia planu treści przeglądam statystyki starszych postów na IG czy FB, zaglądam do Google Analytics i patrzę, które wpisy były najchętniej czytane. Na tej podstawie wybieram treści, które “zażarły” kilkanaście tygodni temu.

Najczęściej zmieniam trochę format i jeśli pierwotna treść była karuzelą robię z niej rolkę (nagrywam wideo, treść posta zazwyczaj poddaję tylko kosmetycznym zmianom). Albo odwrotnie – była rolka i przerabiam ją na karuzelę. Był wpis na Instagramie, rozbudowuję go i publikuję na Facebooku. W newsletterze co jakiś czas przypominam starsze wpisy z bloga albo linkuję do lajwa na Instagramie, którego prowadziłam w poprzednim kwartale.

Czy wypada podać odgrzewanego schabowego?

Na szczęście flagowe tematy, o których opowiadasz swoim odbiorcom to nie wieprzowina w panierce i nie tracą na wartości po upływie kilku dni czy nawet miesięcy.

Czy codziennie otwierasz Instagrama czy Facebooka o tych samych porach? Czy dzień w dzień spędzasz dokładnie tyle samo czasu na przeglądaniu mediów społecznościowych?

Nie?

No właśnie. Twoi odbiorcy zapewne też tego nie robią. Czasem poświęcają na to więcej czasu, czasem mniej. W niektóre dni widzą wszystkie Twoje stories, a później przez 2 tygodnie żadnego. Algorytmy są bezlitosne, a zasięgi organiczne (czyli taki, za które nie płacimy) mizerne. To wszystko sprawia, że nikt poza Tobą i może wirtualną asystentką nie widzi 100% Twoich treści w każdym kanale.

Twoi odbiorcy zmieniają się w czasie. To nie jest monolit. Jedni przychodzą, inni odchodzą. Poza tym każdy z nas jest inny. W grupie osób zainteresowanych danym tematem znajdziesz zarówno takich, którzy wolą czytać, takich, dla których film to najlepszy sposób przekazywania informacji, jak i fanów formy audio. Tych którzy dynamiczne tiktokowe formy uwielbiają, jak i takich, którzy nimi gardzą.

Dodatkowo w dzisiejszych czasach jesteśmy dosłownie bombardowani komunikatami wszelkiej maści. To, że 4 miesiące temu przescrollowałam karuzelę o recyklingu treści nie oznacza, że nie obejrzę z zainteresowaniem dłuższego wideo na ten temat.

Recykling treści nie tylko pozwala Ci na szersze dotarcie do odbiorców (jeśli nie trafi na Twój wpis w styczniu na Facebooku, to może zobaczy go w lutym na TikToku), ale także oszczędza Ci mnóstwo czasu i pozwala na zachowanie spójności w komunikacji.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *